Uwielbiam od czasu do czasu sięgnąć po jakąś książkę mniejszych gabarytów. Nie żebym nie lubiła spędzać całych godzin i wieczorów nad lekturą – wręcz przeciwnie, ale przy braku czasu i masie obowiązków taka pozycja to prawdziwy ratunek dla czytelnika. Okładka książki jest tak samo skąpa, jak ilość jej stron. Czarna, kulista klatka na białym tle, z której uciekają dwa ptaki. Rysunek ten idealnie współgra z tytułem, tworząc razem z treścią pełną, zamkniętą i spójną całość.
Na początku książki poznajemy Wiktora – szanowanego nauczyciela, któremu będziemy towarzyszyć w nowej dla niego, więziennej rzeczywistości. Po przejściu rutynowej kontroli, przeszukaniu, zdjęciu odcisków palców i zdjęciach czekał cierpliwie na swoją kolej. Wreszcie został zaprowadzony do kancelarii wychowawcy, gdzie dostał kilka cennych rad, które mogłyby pomóc mu uniknąć długiego siedzenia w więzieniu. Wiktor z niechęcią słuchał wywodu wychowawcy. W areszcie mężczyzna poznaje wreszcie Sławka – gangstera. Trudna relacja, która zawiązała się między nimi, powoli przeradza się w prawdziwą przyjaźń – na śmierć i życie.
Lekka opowieść z gatunku literatury obyczajowej, idealna na samotne wieczory – tak w kilku słowach opisałabym tę książkę. Na próżno szukać w niej wartkiej akcji i wielkich emocji, ot taka lekka historia z więziennym tłem. Myślę jednak, że właśnie w tym tkwi cały fenomen tej książki. Razem z głównym bohaterem wchodzimy w obcą rzeczywistość, która ma dla nas wszystkich negatywny wydźwięk. Jak się jednak okazuje, także tam, gdzie beznadziejność wydaje się wieść prym, jest miejsce na przyjaźń, zaufanie i szczerość. To, co z pozoru nosi znamiona czystego zła, okazuje się przełamywać wszelkie mieszczące się w naszych głowach stereotypy. Dodatkowym atutem książki jest niewątpliwie możliwość poznania specyficznego więziennego języka, czyli grypsów. Warto zwrócić także uwagę na specyficzne poczucie humoru autora, który w umiejętny sposób wywołuje uśmiech na twarzy czytelnika.
Jeżeli szukacie literackiej odmiany lub po prostu potrzebujecie uzupełnić swoją domową biblioteczkę o jakieś lekkie pozycje to ta książka jest zdecydowanie strzałem w dziesiątkę. Miłośnicy wartkiej akcji powinni jednak omijać ją z daleka – w tym przypadku raczej nie uda Wam się uniknąć rozczarowania i znudzenia.
Katarzyna Kubiak
(katarzyna.kubiak@dlalejdis.pl)
Jacek Dyba, „Uciekinier ze świętego miasta”, Wydawnictwo Novae Res, 2017
Komentarze