„Uciekinier ze świętego miasta” – recenzja

Recenzja książki „Uciekinier ze świętego miasta”.
Opowieść osadzona w więziennych realiach? Dlaczego nie! Zapraszam Was w niezapomnianą podróż wśród zimnych krat świata wykreowanego przez Jacka Dybę w jego nowej książce „Uciekinier ze świętego miasta”.

Uwielbiam od czasu do czasu sięgnąć po jakąś książkę mniejszych gabarytów. Nie żebym nie lubiła spędzać całych godzin i wieczorów nad lekturą – wręcz przeciwnie, ale przy braku czasu i masie obowiązków taka pozycja to prawdziwy ratunek dla czytelnika. Okładka książki jest tak samo skąpa, jak ilość jej stron. Czarna, kulista klatka na białym tle, z której uciekają dwa ptaki. Rysunek ten idealnie współgra z tytułem, tworząc razem z treścią pełną, zamkniętą i spójną całość.

Na początku książki poznajemy Wiktora – szanowanego nauczyciela, któremu będziemy towarzyszyć w nowej dla niego, więziennej rzeczywistości. Po przejściu rutynowej kontroli, przeszukaniu, zdjęciu odcisków palców i zdjęciach czekał cierpliwie na swoją kolej. Wreszcie został zaprowadzony do kancelarii wychowawcy, gdzie dostał kilka cennych rad, które mogłyby pomóc mu uniknąć długiego siedzenia w więzieniu. Wiktor z niechęcią słuchał wywodu wychowawcy. W areszcie mężczyzna poznaje wreszcie Sławka – gangstera. Trudna relacja, która zawiązała się między nimi, powoli przeradza się w prawdziwą przyjaźń – na śmierć i życie.

Lekka opowieść z gatunku literatury obyczajowej, idealna na samotne wieczory – tak w kilku słowach opisałabym tę książkę. Na próżno szukać w niej wartkiej akcji i wielkich emocji, ot taka lekka historia z więziennym tłem. Myślę jednak, że właśnie w tym tkwi cały fenomen tej książki. Razem z głównym bohaterem wchodzimy w obcą rzeczywistość, która ma dla nas wszystkich negatywny wydźwięk. Jak się jednak okazuje, także tam, gdzie beznadziejność wydaje się wieść prym, jest miejsce na przyjaźń, zaufanie i szczerość. To, co z pozoru nosi znamiona czystego zła, okazuje się przełamywać wszelkie mieszczące się w naszych głowach stereotypy. Dodatkowym atutem książki jest niewątpliwie możliwość poznania specyficznego więziennego języka, czyli grypsów. Warto zwrócić także uwagę na specyficzne poczucie humoru autora, który w umiejętny sposób wywołuje uśmiech na twarzy czytelnika.

Jeżeli szukacie literackiej odmiany lub po prostu potrzebujecie uzupełnić swoją domową biblioteczkę o jakieś lekkie pozycje to ta książka jest zdecydowanie strzałem w dziesiątkę. Miłośnicy wartkiej akcji powinni jednak omijać ją z daleka – w tym przypadku raczej nie uda Wam się uniknąć rozczarowania i znudzenia.

Katarzyna Kubiak
(katarzyna.kubiak@dlalejdis.pl)

Jacek Dyba, „Uciekinier ze świętego miasta”, Wydawnictwo Novae Res, 2017



Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat