Gdy nastoletni Dżahan trafia na dwór sułtana Sulejmana jako opiekun białego słonia Czhoty – podarunku od władcy Hindustanu – nie przypuszcza, że to właśnie w stolicy Imperium Osmańskiego przyjdzie mu spędzić prawie całe życie. Nieśmiały chłopak, którego jedynym przyjacielem jest ukochane zwierzę, szybko uczy się, jak funkcjonować w świecie pełnym przepychu i zabawy, ale jednocześnie przesiąkniętym intrygami i brutalnością. Jako opiekun wyjątkowego okazu w menażerii sułtana szybko zwraca na siebie uwagę córki władcy – Mihrimah staje się częstym gościem pawilonu przeznaczonego dla słonia, choć, oczywiście, nigdy nie pozwala, by kornak zbytnio zbliżył się do niej. Wielbiona z oddali wie, że pochodzący z dalekiego kraju sługa darzy ją wielkim uczuciem.
Życie Dżahana w Stambule upływa na opiece nad Czhotą, nauce w sułtańskiej szkole, do której zostaje dopuszczony, aż w końcu na pracy u mistrza Sinana – naczelnego architekta sułtana Sulejmana. Mistrz w swoim rzemiośle, który doszedł do sukcesów ciężką pracą, wraz ze swoimi czterema uczniami, wznosi wspaniałe budowle mające za wieki stanowić symbol wielkości kolejnych władców wielkiego imperium. Dżahan wraz z Davudem, Nikolą i Yusufem pomagają staremu architektowi w budowaniu kolejnych imponujących meczetów i pałaców na chwałę kolejnych władców zasiadających na tronie. Życie głównego bohatera obfituje w wyzwania architektoniczne, w przygody na ulicach Stambułu, w niezwykłe wydarzenia w pałacu sułtana, jednak mimo tego, że wokół Dżahana wciąż pojawiają się nowi ludzie, on sam pozostaje głęboko samotny, mając za wiernego towarzysza jedynie swojego słonia.
„Uczeń architekta” to powieść utkana z wielu pobocznych historii, pojedynczych wydarzeń i niezwiązanych ze sobą sytuacji. Brakuje wyraźnie zaznaczonej linii fabularnej, osią całości jest życie Dżahana, którego każdego dnia spotykają niespodzianki. W tym sensie byłby to ciekawy materiał na kolejny turecki serial, który miałby szansę podbić serca widzów na całym świecie. Pojedyncze historie poboczne, związane subtelnie z główną osią narracyjną, stanowiłyby idealny materiał na każdy odcinek, np. jeden mógłby zostać poświęcony wyprawie Dżahana i Davuda do Rzymu, inny budowie meczetu Sulemaniye, a jeszcze inny przygodzie kornaka z cyganami. W tle jednak wciąż pojawiałyby się postaci Czhoty i Mihrimah...
Elif Shafak, tworząc „Ucznia architekta”, chciała stworzyć bajkową opowieść o barwnych czasach rozkwitu Imperium Osmańskiego. Jest to próba dość udana, ponieważ jeśli ktoś da się porwać historii Dżahana, będzie wraz z nim przemierzał ulice stolicy dawnego mocarstwa i wdychał duszny zapach rozgrzanego, stambulskiego powietrza i subtelny aromat komnat sułtańskiego haremu. Jednak oszołomiony mnogością zapachów może dostać zawrotów głowy, bo taka też jest powieść tureckiej pisarki. Soczysta, przeładowana niekiedy treścią, pełna słów nie zawsze potrzebnych, co momentami utrudnia odbiór. Niektóre elementy samej fabuły również rozczarowują, bo wydają się być doklejone do całości bez większego sensu i znaczenia, a z kolei inne wątki zdecydowanie mogłyby zostać bardziej rozbudowane. Być może jednak wrażenie tymczasowości jest tym, co powinien odczuwać czytelnik, mierzący się z historią ubogiego służącego na tle historii niezniszczalnego, jak by się mogła wydawać, imperium.
Czy warto sięgnąć po „Ucznia architekta”? Tak, jeśli lubicie leniwe powieści z całą masą wątków pobocznych, jednak uważajcie, by w tym nadmiarze dodatków nie stracić z oczu samego Dżahana.
Michalina Guzikowska
(michalina.guzikowska@dlalejdis.pl)
Elif Shafak, „Uczeń architekta”, Wydawnictwo Znak, Kraków 2016
Komentarze