Jest styczeń 2061 roku. W Nowym Jorku, a konkretnie Central Parku, giną trzy osoby. Wszystkie zostają zastrzelone. Łyżwiarka, nauczyciel oraz lekarz padają na ziemię przez celne strzały snajpera. Nie każdy ma takie wyszkolenie, żeby móc trafiać z odległych budynków.
Porucznik Eve Dallas podejmuje się bardzo skomplikowanego śledztwa, w którym otrzymuje pomoc od męża, geniusza komputerowego i multimiliardera, Roarke’a. Musi jak najszybciej poradzić sobie z rozwiązaniem sprawy, szczególnie kiedy odkrywa, że przestępców jest dwóch. Mistrz i jego uczeń tylko czekają na możliwość, a ich następny atak będzie jeszcze bardziej brutalny. Czy porucznik zdoła zapobiec większej tragedii? Kto posunął się do tak bestialskiego czynu? Jaki będzie finał tej historii?
Opis książki obiecuje nam niesamowity thriller, który trzyma w napięciu. W rzeczywistości dostaje się jakiś twór, którego nie da się do końca sklasyfikować. Jest tu trochę thrillera, kryminału, sensacji. Moje pierwsze spotkanie z serią In Death uważam za udane, ale nie zbrakło paru minusów.
Na brawa zasługuje kreacja głównej bohaterki. Pokazana jest jako twarda policjantka, ale ze słabościami kobiety. Autorka nie robi z niej niezniszczalnej funkcjonariuszki, która da sobie rade ze wszystkim. Dużą rolę w śledztwie odgrywa jej mąż pomagający w rozwiązaniu sprawy. Sądzę, że postać jest bardzo dobrze przedstawiona. Nie ma zbytniej przesady, ani też idealizowania bohaterów. Ludzie z codziennego życia.
Akcja jest plusem i minusem. Dużo ciekawych wątków, które się wzajemnie przenikają, zdecydowanie podtrzymuje napięcie w powieści. Do tego dochodzi walka z czasem. Do kolejnego morderstwa dochodzi po dwudziestu czterech godzinach od pierwszego. Trzeba zebrać się w sobie i znaleźć jak najwięcej poszlak. Mnogość sytuacji potrafi czasem zamieszać w głowie, przez co nie do końca wiadomo, dlaczego efekt działań jest taki, a nie inny.
Bohaterowie są rzeczywiści, ale niektóre sceny już nie. Parę razy zastanawiałam się nad szczęśliwym zbiegiem okoliczności, który pojawia się w treści. Wychodzi to sztucznie i bardzo nienaturalnie. Tak samo jest z motywami morderców. Wiem, że ludzie są różni i nie można zamknąć ich w przyjęte ramy, jednak pobudki zabójców są zadziwiające oraz trochę dziecinne..
Ciekawym zabiegiem jest poznanie tożsamości zbrodniarzy w trakcie czytania. Mniej więcej od połowy wiadomo, kto zabił. Moje detektywistyczne dziecko lekko zapłakało, ale pogodziło się z inną formą. Jest ciekawa, odbiegająca od tej, którą znaleźć można w normalnym kryminale. Muszę przyznać, że złapał mnie dreszczyk emocji, kiedy szukałam mistrza i ucznia razem z panią detektyw.
Uczeń i śmierć to ciekawa powieść z wieloma wątkami, ciekawym zabiegiem literackim oraz dająca do myślenia, jak wiek wpływa na osąd społeczny. Utwierdziłam się w przekonaniu, że ciężkie zbrodnie powinny być karane tak samo u wszystkich, obojętnie jaką się ma datę urodzenia. Bezwzględność nie zna wieku ani granic. „Uczeń i śmierć” to ciekawa i trzymająca w napięciu lektura, która mimo wad daje poczucie czytelniczego spełnienia. Myślę, że sięgnę po inne tytuły autorki, żeby przekonać się czy jej styl potrafi przyciągnąć mnie na dłużej.
Katarzyna Gnacikowska
(katarzyna.gnacikowska@dlalejdis.pl)
J.D. Robb, Nora Roberts, Uczeń i śmierć, Prószyński i S-ka, Warszawa, 2018
Komentarze