Naznaczony mrocznym piętnem chłopak rozpoczyna naukę tajemnych, magicznych sztuk u Mistrza nekromancji. Nie domyśla się on, co kryje wnętrze ucznia. Niebawem cały świat i wszelkie bóstwa będą świadkami wydarzeń, których nie przewidział nikt…
Narracja od początku była prowadzona w sposób prosty. Język, czasem stylizowany adekwatnie do sytuacji, a więc często potoczny sprawił, że książkę czyta się w miarę szybko, mimo znikomej ilości dialogów. Tekst został jednak przepleciony smaczkami wywołującymi uśmiech. Niekiedy ironiczny. Niestety, akcja rozwijała się bardzo powoli, a dokładne opisy wszystkiego, co dany bohater robił, po prostu nudziły.
Wiele postaci wyszła kartonowo, niemal jak element otoczenia. Nekromanta i jego siostra mieli swoje dziwactwa już od początku, co sprawiło, że mogą zaciekawić, ale ogółem poznajemy ich raczej po czynach. W przypadku tak obszernej książki nie wyszło to najlepiej. Tytułowy uczeń pełnoprawnym, głównym bohaterem stał się dopiero po wielu rozdziałach. Na początku niewiele było tego, co dzieje się w umyśle chłopca, mającego nauczyć się potężnej magii. Są opisane pewne uczucia, reakcje, co uczyniło go dość interesującym, ale nie wystarczyło, by czytelnik jakoś bardziej się z nim zżył. Element tajemniczości próbował Raj wprowadzić dość nieudolnie.
Wykreowany świat i całe otoczenie również nie były takimi, na jakie liczyłam w przypadku tak długiej powieści z gatunku fantasy. Brakowało mi opisów, drobnych ciekawostek czy dłuższych wzmianek na temat praw, jakimi się on rządzi. Przez dłuższy czas miałam wrażenie, że akcja zamyka się na małym polu, a autor nie wykorzystał możliwości, jakie daje tworzenie innej rzeczywistości. Powoli zaznajamiał z poszczególnymi zagadnieniami i zadaniami, stojącymi przed bohaterami, ale brakowało mi w nich czegoś specjalnie przyciągającego uwagę.
Po około dwustu stronach książka zrobiła się nieco bardziej dynamiczna, acz wciąż miałam wrażenie, że był tam jakiś hamulec. Mimo coraz to ciekawszych, pojawiających się postaci, nie znalazłam nikogo, wokół kogo wszystko by się obracało. Autor spójnie wprowadzał nowe wątki, jednak także im brakowało odniesienia do całości czy konkretu. Miałam wrażenie, że fabuła powoli płynie swoją drogą, a bohaterowie jakoś bez celu po tej drodze się snują. Jednocześnie ani fabuła nie była zła, ani bohaterowie byle jacy. Po prostu brak im ekspresji. W całej książce pojawiło się niewiele dialogów, w czym upatruję przyczynę tego.
Mroczny świat, obcowanie ze zwłokami – kwestie intrygujące, jednak autor postawił na rozwiązanie, które dla bohaterów jest typowe. Odczułam niedosyt opisów, które by urealniły tok wydarzeń. Postacie miały potencjał, by być ciekawymi, lecz nie nadano im cech charakterystycznych, nietypowych.
To, w jakim kierunku skierowała się akcja, było nie do przewidzenia, acz bez elementu zaskoczenia. Po prostu czytelnik dostawał kolejno za mało informacji, by snuć spekulacje czy domyślać się pewnych rzeczy. Dlatego też nie czytałam w napięciu, a jeśli już – chwilami – to umiarkowanym.
„Uczeń nekromanty. Tom I: Plaga” to książka całkiem niezła, z pomysłem, który można by przedstawić o wiele lepiej. Brak jej wyrazistości; jest nieco zbyt szablonowa i ogólnikowa. Miała wprawdzie momenty lepsze, ale chwilami czytanie szło opornie przez długie opisy sytuacji, które spokojnie można by skrócić, a w ich miejsce wstawić rzutkie dialogi, słowne przepychanki czy więcej elementów stworzonego świata. Przydałoby się też więcej mroku, bo powieść niby dotyka bardziej upiornego klimatu, ale w gruncie rzeczy, jak na takową, jest zbyt sielankowa. Można przeczytać, by wiedzieć, co nowego pojawia się na półkach polskiej fantastyki, ale osobiście uważam, że szkoda na to czasu. Wyszła bowiem tak, że jestem pewna, iż po kolejny tom nie sięgnę.
Kinga Żukowska
(kinga.zukowska@dlalejdis.pl)
E. Raj, „Uczeń Nekromanty. Tom I: Plaga”, Novae Res, Gdynia, 2019 r.
Komentarze