Recenzenci często szafują nad wyraz hojnie epitetami „nowa Jane Austen”, bądź też „godna następczyni brytyjskiej powieściopisarki”. Zazwyczaj jednak chodzi o książkę, której bohaterki przechadzają się leniwie po parku, popijają herbatę i snują plany na bogate zamążpójście. Nijak się to ma za to do powieści autorki „Rozważnej i romantycznej”. Dlatego też nie nastawiałam się na lekturę wysokich lotów, jeżeli chodzi o „Trzy kobiety…”
I naprawdę miło się rozczarowałam: Schine stworzyła dowcipną i optymistyczną powieść, mądrze czerpiącą z literackiego dorobku Jane Austen.
Cała historia rozpoczyna się w momencie gdy ojciec głównych bohaterek, pomimo swego sędziwego wieku (78 lat), traci głowę dla młodszej kobiety i postanawia rozwieść się z dotychczasową towarzyszką życia. Cała ta sytuacja mocno daje się we znaki nie tylko byłej żonie, ale także ich wspólnym córkom: Mirandzie i Annie, które dla podreperowania budżetu matki decydują się na wspólne zamieszkanie, w uroczym domku na wsi.
Wszystko byłoby w miarę w porządku, gdyby nie krańcowo różne temperamenty obu sióstr: starsza jest stateczną bibliotekarką, nad wszystkie rozkosze życia przekładającą kubek herbaty i ciekawą książkę. Z kolei młodsza, właścicielka wydawnictwa literackiego, specjalizuje się w szybkich romansach i młodszych mężczyznach. Gdy dodamy do tego matkę, przyzwyczajoną do życia w luksusie, która w ramach oszczędzania kupuje kostiumy od Chanel-otrzymamy doprawdy wybuchową mieszankę.
Autorka, na przekór modzie, swoimi bohaterkami uczyniła kobiety dojrzałe, rezygnując także z wielostronicowych opisów urody postaci i ich rozterek miłosnych. Owszem, pojawia się kwestia uczuć, na horyzoncie mamy kilka ciekawych sylwetek męskich, ale na szczęście nie zdominowały one akcji. Schine postawiła raczej na ciekawych, momentami naprawdę ekstrawaganckich bohaterów, którzy zachwycają od pierwszej strony: jak choćby stateczna starsza pani która woli udawać, że jej mąż nie żyje, niż powiedzieć głośno, że się z nią rozwodzi.
Zjadliwy opis bogatego społeczeństwa, knucie intryg, mozolne wspinanie się pod szczeblach drabiny społecznej, arogancja bogaczy- zewsząd dobiegają dalekie echa powieści Austen. Nie ma tutaj aż tak wnikliwych i gorzkich obserwacji społecznych, chwilami jest też arcysłodko, jak w, nie przymierzając, „Domu nad rozlewiskiem”, na szczęście całość nadrabia to wdziękiem i humorem. Oby więcej takich miłych niespodzianek czytelniczych.
Małgorzata Tomaszek
(malgorzata.tomaszek@dlalejdis.pl)
Cathleen Schine, „Trzy kobiety z Westport“, Prószyński i S-ka 2010
Komentarze