„Ukochany z piekła rodem” – recenzja

Recenzja książki „Ukochany z piekła rodem”.
Bo to zły mężczyzna był.

Alek Rogoziński to kolejne literackie nazwisko, które kojarzyłam z widzenia/słyszenia, ale tak się po prostu złożyło, że do tej pory nie miałam okazji recenzować jego twórczości. Cel ten wreszcie został osiągnięty dzięki „Ukochanemu z piekła rodem”, który właśnie doczekał się trzeciej, i moim zdaniem najlepszej, wersji okładkowej dzięki wydawnictwu Skarpa Warszawska.

Główną bohaterką książki (i całej dylogii, tom drugi „Morderstwo na Korfu” jest bezpośrednią kontynuacją „Ukochanego…”) jest Joanna Szmidt, znudzona autorka romansów dla znudzonych gospodyń domowych. Po wielu latach rozczarowań Joanna wreszcie trafia szóstkę w miłosnego totka. Konrad to mniej więcej trzynaście lat młodszy (wiek Szmidt waha się od czterdziestki do pięćdziesiątki, zależy, kto patrzy i ocenia), jurny fotograf gwiazd współpracujący z magazynem plotkarskim. Ich płomienny romans wybucha jak szampan w Zakopanem. Po fazie ekstazy przychodzi jednak dramatyczne zakończenie – Joanna odkrywa jego zakrwawione zwłoki w swojej łazience. Kto mógł pozbawić Konrada życia przy pomocy siekiery i czy na pewno jest za kim płakać?

„Ukochany z piekła rodem” wyszedł w 2015 roku i w tekście można zauważyć ironiczne wzmianki, które pewnie w obecnych czasach nastroszyłyby więcej piór. Kiedyś można było żartować z tego, czy ktoś jest gejem albo udaje, że nim nie jest, czy też z używania zaimka ono, a dziś doszliśmy do punktu, gdzie proste stwierdzenie czyjejś płci może rodzić wielkie dyskusje i kontrowersje.

Książka jest komedią kryminalną, ale z przewagą tego pierwszego składnika. Efektem jest jednak raczej uśmiechnięcie się pod nosem niż śmiech do rozpuku i bólu brzucha. Humor zdaje się non stop krążyć wokół kilku powtarzających się, czy wręcz ogranych tematów. Postacie również nie są specjalnie rozbudowane, a ich natłok może sprawiać wrażenie chaosu. Czasem naprawdę ciężko stwierdzić, czym tak właściwie się od siebie różnią. Większość dialogów opiera się na zasadzie wzajemnych pocisków i w pewnym momencie autor się nieco zapędził, bo Beata vel Betty drugi raz jest zaskoczona wiadomością, która była jej już doskonale znana. Zagadka kryminalna jest prosta, sam prolog zdradza moim zdaniem za wiele, a do złożenia reszty w całość wystarczy zwrócić uwagę na powtarzający się w tekście kolor [spojler]. Szkoda tylko, że pod koniec akcja musiała znacząco zwolnić i uderzyć w smętne tony, żeby unaocznić to powiązanie mniej domyślnym czytelnikom.

Niemniej książkę czyta się dość szybko i płynnie, chociaż przyznam, że wielkie bloki tekstu bez akapitów początkowo mnie przerażały. „Ukochany…” zdecydowanie nie jest pozycją, która nadwyręży czyjeś komórki mózgowe, więc z pewnością sprawdzi się jako wieczorna lektura do poduszki.

Izabela Fidut

Alek Rogoziński, „Ukochany z piekła rodem”, Wydawnictwo Skarpa Warszawska, Warszawa, 2026.



Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat