Jeffrey Archer to autor, którego książki wzbudzają spore emocje. Jedne powieści zyskują poklask wśród czytelników, a inne pozostawiają po sobie nutę niedosytu. Zakładam, że ciężko trafić we wszystkie gusta czytelnicze i jeśli od najnowszej serii Archera oczekujemy szybkiej akcji, pościgów i rozlewu krwi, to po ostatniej stronie możemy poczuć się zawiedzeni.
Wiecie jak wygląda zabawa w kotka i myszkę? To intrygujące kiedy zwierzak, który ma przewagę cierpliwie czeka, by zadać ostatni, decydujący cios. I tak właśnie skonstruowana jest najnowsza powieść Archera. William Warwick po ostatniej głośnej i medialnej akcji otrzymuje awans na detektywa sierżanta, co wiąże się także z przeniesieniem do wydziału antynarkotykowego. Celem całego zespołu jest złapanie na „gorącym uczynku” tajemniczego barona narkotykowego. Czekają więc na nas żmudne działania policyjne – obserwacja i praca operacyjna „pod przykrywką” oraz pieczołowite planowanie kolejnych ruchów. Typowo policyjne czynności przerywane są obrazkami z życia rodzinnego Warwicka oraz potyczkami na sali sądowej nie z kim innym, a znanym z pierwszej części, Milesem Faulknerem.
Jeffrey Archer kunsztownie plecie sieć powiązań pomiędzy postaciami. Obraz Londynu lat 80-tych nie jest nadmiernie kolorowy. Handel narkotykami, rasizm, korupcja – nie jest łatwo wytrwać przy swoich zasadach, zwłaszcza jeśli na horyzoncie pojawia się dziecko i małżeństwo. Umówmy się, że William Warwick nie kalkuluje, a każdy kolejny tom, przysparza mu kolejnych wrogów. Wyobrażam sobie, że Archer przygotował prawdziwie wyboistą drogę życiową dla swojego bohatera.
Co urzeka w tej historii? Przede wszystkim świetnie odmalowane realia. Śledztwo trwa długo i nie jest wcale arcyciekawym zajęciem, ale finałowa akcja zawsze podnosi jej uczestnikom ciśnienie i zapewnia dawkę życiodajnej adrenaliny oraz szczyptę nieodzownego humoru. Co drażni i denerwuje? Przede wszystkim spryt i arogancja negatywnych bohaterów, którzy mają zawsze przygotowany plan „B”.
„Ukryte na widoku” to zdecydowanie książka, którą należy traktować jako część większej całości i mam przeczucie, że ta historia będzie się rozwijać w interesujący sposób i dostarczy nam jeszcze wielu przeżyć. Dla jednych, przyzwyczajonych do śledztw z seriali z cyklu CSI, najnowsza powieść Archera może okazać się nudna, bez polotu i akcji. Dla mnie jednak „Ukryte na widoku” przynosi powiew realnego śledztwa i prawdziwych rozterek w policyjnym fachu. Czekam z niecierpliwością na kolejne tomy.
Anna Wasyliszyn
(anna.wasyliszyn@dlalejdis.pl)
Jeffrey Archer, „Ukryte na widoku” , Poznań, Dom Wydawniczy Rebis, 2021
Komentarze