„Ułan Bator nas nie kocha” – recenzja

Recenzja książki „Ułan Bator nas nie kocha”
Są takie podróże, które nas odmieniają i na trwałe odciskają ślad w naszej duszy. Niektóre podróże zapisane są w gwiazdach i zmieniają się w odkrywczą podróż do wnętrza siebie.

Taką podróżą dla Sebastiana Trznadela była spontaniczna wyprawa do Mongolii. Nigdy nie przypuszczał, że rzuci wszystko i przeniesie się do azjatyckiego kraju nomadów. To historia ryzykownej wyprawy, która niespodziewanie zmienia się w odkrywczą podróż do wnętrza siebie.

Mongolia to dla przeciętnego człowieka ciągle wielka niewiadoma. Kraj Czyngis-chana to odległa, niedostępna i owiana tajemnicą kraina. Nie jest to też popularny i turystyczny kierunek. Niewiele osób marzy o podróży do Mongolii. Także Sebastian Trznadel - autor książki „Ułan Bator nas nie kocha” – nigdy nawet nie pomyślał, że kiedykolwiek zamieszka w stolicy tego kraju. W Polsce prowadził poukładane i nieco nudne życie sprzedawcy telewizorów w sklepie elektronicznym. Za sprawą żony, w ciągu zaledwie kilku dni, podjął decyzję o przeprowadzce na drugi kraniec świata, do Mongolii. Nieco zaskakująca i spontaniczna decyzja, która jak się później okazało, była po „coś”. To właśnie tam autor znajduje odpowiedzi na ważne życiowe pytania, których nigdy wcześniej sobie nie zadał.

Okazuje się, że Ułan Bator nie kocha obcych. Z wzajemnością – większość imigrantów szybko się stamtąd zawija. Surowy klimat, egzotyczna kultura i powszechnie panujący nacjonalizm skutecznie zniechęcają przybyszów. Za samo posiadanie „białej twarzy” można w nią dostać, zwłaszcza jeśli podrywa się lokalne dziewczyny. Sebastian podejmuje pracę nauczyciela języka angielskiego w jednej z tamtejszych szkół. W czasie wolnym odkrywa zakamarki nie tylko Ułan Bator, ale poznaje również obrzeża stolicy. Pragnie zdobyć cztery święte góry Ułan Bator, ale nie jest to proste zadanie, bo trzeba je najpierw znaleźć, a nikt z lokalsów nie chce mu w tym pomóc. W międzyczasie poznaje innych nauczycieli z różnych krajów, a także zaprasza pod swój dach podróżników z całego świata. Próbuje poznać lokalną kulturę i tradycje, ale odkrywa też wiele negatywnych aspektów życia w Ułan Bator.

Mongolia znajduje się wysoko na mojej podróżniczej liście marzeń. Na ten moment pozostaje jednak poza moim radarem. Nie oznacza to, że porzucam ideę podróży do tego kraju, po prostu odkładam ją nieco w czasie. W międzyczasie, kiedy ukaże się jakaś publikacja o Mongolii, bardzo chętnie zatapiam się w lekturze książki. Tak też było i w przypadku „Ułan Bator nas nie kocha”. Przeczytałam tę pozycję z wypiekami na twarzy, trudno było mi się od niej oderwać. Sebastian Trznadel opisał historię swojego mongolskiego życia w sposób lekki i przyjemny, z lekką nutką humoru i ironii. Przygody autora w krainie nomadów były pełne zaskoczeń, niespodzianek, zabawnych sytuacji i nieoczekiwanych zwrotów akcji. Nie zabrakło również rozczarowań i dramatów. Autor w lekkiej, pełnej przygód treści sprytnie przemyca informacje o kulturze i obyczajach Mongolii. „Ułan Bator nas nie kocha” czyta się jak wciągającą powieść akcji przeplataną tragikomedią. Polecam nie tylko miłośnikom Azji Centralnej, ale wszystkim tym, którzy pragną przeżyć czytelniczą przygodę na krańcu świata.

Klaudia Kwiatkowska
(klaudia.kwiatkowska@dlalejdis.pl)

Sebastian Trznadel, „Ułan Bator nas nie kocha”, Novae Res, 2024.



Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat