W trakcie czytania „Upadku. Historii prałata Henryka Jankowskiego” niejednokrotnie szargały mną mieszane uczucia. Nie jestem katoliczką, określiłabym się wręcz jako osobę, której stanowczo blisko jest do antyklerykała, niepotrzebne mi są więc kolejne dowody na potwierdzenie mojego przekonania, jak bardzo brudnym miejscem jest Kościół Katolicki. Książka ta sprawiła, że na wiele rzeczy spojrzałam od zupełnie innej strony. Moja niechęć i zniesmaczenie opisem domniemanych i (prawie) udowodnionych czynów Henryka Jankowskiego nie została skierowana w stronę jego osoby, a wobec społeczeństwa, ludzi którzy go otaczali i władzy oraz organom śledczym. W książce pada bardzo trafna wypowiedź jednego z rozmówców, który mówi, że jeśli codziennie ktoś zapewniałby nas o tym jak wspaniałą i gęstą mamy czuprynę, to też byśmy wstawali i rano na łysej głowie robili przedziałek – nie tylko się z tym zgadzam, ale uważam, że świetnie to też podsumowuje to, co przeczytałam w tej książce.
Z jednej strony Monika Górek i Krzysztof Brożek wykonali masę pracy, a zarazem pozostali zdecydowanie profesjonalni i obiektywni, przedstawiając wszelkie informacje w jasny i klarowny sposób, zaznaczając gdzie są wątpliwości, a które zdarzenia są faktami, z drugiej strony jestem trochę zawiedziona, bo nie do końca tego spodziewałam się po ich książce. Być może mylnie odebrałam opis wydawcy lub sama sobie zbyt wiele dopowiedziałam. Owszem, spodziewałam się tego, że będzie to w dużej części zapis wielu rozmów, dat i wydarzeń, ale oczekiwałam też swojego rodzaju studium natury psychicznej prałata, skupienia się na tym jak i dlaczego stał się on taką, a nie inną osobą. Oczywiście są tutaj też fragmenty odnoszące się do tego i sprowadzające treść książki delikatnie na tor analizy osobowości i psychiki duchownego, to jednak jest ich stanowczo za mało. Zdaje mi się, że przynajmniej połowa stron traktuje o wydarzeniach w Stoczni Gdańskiej, Solidarności, polityce, układach i układzikach. Nie umniejszam kwestii tego, iż stanowi to ważne tło do przedstawionych przez dziennikarzy zdarzeń oraz że wiele z tego odnosi się do prałata bezpośrednio lub pośrednio i jest częścią jego historii, ale jednak myślę, że zostało to przedstawione zbyt szczegółowo, zbyt dokładnie. Kolejne daty, kolejne wydarzenia, kolejne odniesienia do spraw politycznych wybijały mnie z rytmu i skutecznie zniechęcały do dalszego czytania.
Dla osób kompletnie niezaznajomionych z tym, jak wygląda ciemna strona Kościoła może faktycznie lektura będzie dość szokująca; wiele opisanych w niej scen jest naprawdę niesmacznych i okropnych, pozostawiają one w głowie obrazy, które wolałabym wymazać z pamięci i nie dają o sobie zapomnieć. Jednak to wcale nie to - co wyczyniał i jak żył Jankowski - mnie tak uderzyło – uderzyło mnie ciche przyzwolenie na to wszystko. Nikt nic nie widział, nikt dzieciakom nie wierzył. Ciężko powiedzieć, czy prałat tak umiejętnie wybierał swoje ofiary, że celował tylko w takie jednostki, które nie odważą się mówić, a jeśli to zrobią to ich słowa będą dla społeczeństwa niewiarygodne, czy jednak wiele ze zdarzeń opisanych przez ofiary nie miało wcale miejsca? Sprawę pogarszają takie osoby jak chociażby pani Barbara Borowiecka, której zeznania wydają się być w zasadzie całkowicie wyssane z palca.
Jest to jedna z tych spraw w której nigdy już zapewne nie poznamy prawdy, ale analiza historii prałata i wszystkiego co z nim związane jest zdecydowanie wskazana, wszak najlepiej uczymy się na błędach. Szkoda tylko, że choć w książce znajdziemy tak wiele scen z czasów PRL-owskiej Polski to mam wrażenie, że to wszystko równie dobrze mogłoby rozgrywać się dzisiaj, a mentalność polskiego społeczeństwa i moralność „wysoko postawionych” – zarówno polityków, jak i kleryków, wcale nic się nie zmieniła.
Joanna Adamski
(joanna.adamski@dlalejdis.pl)
„Upadek. Historia prałata Henryka Jankowskiego”, Wydawnictwo Czarna Owca, Warszawa, 2020
Komentarze