„Upiory spacerują nad Wartą” - recenzja

Recenzja książki „Upiory spacerują nad Wartą”.
Upiór w operze już był. Czy ten znad Warty zasłużył na podobne rozchwytywanie?

Niektórych pisarzy da się rozpoznać już po przeczytaniu strony ich twórczości. Do takich zaliczam Ryszarda Ćwirleja. Wydaje mi się, że albo się takich lubi, albo wręcz przeciwnie. Osobiście należę do pierwszej grupy, czego nie ukrywam. Daleko mi jednak do bezkrytycznego odbioru, ponieważ od tych właśnie specyficznych autorów, zazwyczaj oczekuje się określonego poziomu i klimatu.

Latem 1985 roku na brzegu Warty płynącej przez Poznań wydobyto z wody zwłoki pozbawione głowy. Niedługo później znaleziono głowę, jednak oznaczało to dla milicji podwójne wyzwanie. Nie pasowała bowiem do ciała. Porucznik Mirosław Brodziak i chorąży Teofil Olkiewicz ruszyli tropem „łowcy głów”.

Spokojna atmosfera nie trwa długo, ponieważ akcja rozkręca się już na przestrzeni pierwszych stron. Mimo że tym samym trafiamy na natłok rozmaitych postaci, wszystkie są wprowadzane w taki sposób, że raczej nikt się nie pogubi. Autor zwrócił uwagę na pewne szczególne cechy, które wraz z fabułą u niektórych się rozwijały lub miały większe znaczenie i pokrótce od razu opisał, z kim mamy do czynienia. Podobał mi się taki zabieg, bowiem lepiej wprowadzał w realia. A z tym na pewno tak łatwo nie było. Pisanie o czasach, których część czytelników z racji wieku może nie pamiętać, to na pewno wyzwanie. Ćwirlej mu jednak sprostał. Zrobił to poprzez podejście z dystansem. Specyficzny, polski humor zbudowany został nienachalną ilością wulgaryzmów (adekwatnych do sytuacji). Do tego dochodzą „swojskie” powiedzenia czy reakcje, które z postaciami bardzo zbliżają. I choć niektórzy pierwszoplanowi bohaterowie z milicji mają chyba więcej wad niż zalet, nawet nie zauważyłam, kiedy ich polubiłam. Po prostu stało się. Między tym wszystkim widać, że pisarz bazował na tym, jak niejednoznaczni są ludzie.

Gdy zaś chodzi o sprawę morderstwa, sądzę, że została poprowadzona w umiejętny sposób. Nie brakowało zwrotów akcji czy zaskakujących rozwiązań, jednak książka nie była w tym przesadzona. Komizm, ironia czy dialogi rozładowywały napięcie, ale nie zaburzyły kryminalnego klimatu. Ten jednak nie był ciężki, co jest dla Ćwirleja charakterystyczne. Chwilami zdarzyło mi się zaśmiać na głos, by zaraz potem znów wciągnąć się w bieg wydarzeń. Nie zrobiła się z tego komedia na szczęście.

O ile w starszym wydaniu trafiłam na parę błędów redakcyjnych, o tyle w nowym nie (a przynajmniej ich nie wyłapałam). To się chwali, bo uważam, że książka zasługuje na nie dość, że wydanie porządne, to jeszcze wznawianie go.

To dobry, naprawdę zabawny, a nie śmieszny kryminał w ciekawej konwencji. Myślę, że dodatkowym plusem dla nas wszystkich jest tu też oswajanie z przeszłością. Nie wiem, czy taki był cel autora, ale przeszłość to przeszłość, nie zmienimy jej… A zbrodnie intrygować mogą jak widać w każdych realiach.

Kinga Żukowska
(kinga.zukowska@dlalejdis.pl)

Ryszard Ćwirlej, „Upiory spacerują nad Wartą”, Muza, Warszawa, 2019.



Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat