„Upragniony deszcz” – recenzja

Recenzja książki „Upragniony deszcz”.
Marzenie o płatkach śniegu i tęsknota za rodzicami…

My ludzie często nie mamy wpływu na to co dzieje się wokół nas. Nie mamy na pewno wpływu na pogodę, na żywioły, na klęski jakie często nawiedzają niektóre kraje. Sama mieszkając kiedyś na wsi byłam świadkiem klęsk. Rolnicy liczyli straty z powodu susz lub z powodu obfitych opadów, które także doprowadziły do zniszczenia upraw.

W tej książce spotykamy się z problemem suszy. Literatura piękna, bo do tego gatunku możemy zaliczyć książkę, spotkamy się z historią rodziny, której doskwiera brak deszczu. Ich uprawy bawełny są zniszczone i zbiory będą znikome. Zwierzęta hodowlane także odmówiły współpracy i krowy przestały dawać tyle mleka co kiedyś, a kury nie znoszą już jaj. Nawet zbiory zwykłych warzyw stały się tak małe, że rodzina nie wie co robić. Bryony Linwood bohaterka książki ma dwie siostry. Rose – wieczna optymistka i Larkspur – wieczna marzycielka. Tylko Bryony widziała problem w tym wszystkim i za wszelką cenę chciała pomóc rodzinie. Przede wszystkim dziadkowi, który próbował pocieszyć swoje wnuczki, że będzie wszystko dobrze.

„Każden jeden dzień, gdy możem po prostu oddychać, to dla nas dar. Jeszcześmy nie umarli, więc nie przestajmy kontynuować tego, co do nas należy. Bryony nie była pewna, czy podziela ten rodzaj cynicznego optymizmu dziadka. Chciała wierzyć, że coś dużo lepszego czekało na nich na drugim końcu tej suszy i gorąco pragnęła, by zawierało się w tym coś więcej niż tylko kontynuacja.”

Wiedziała, że nie będzie dobrze  jeśli czegoś nie zrobi. I zrobiła, przyjmując propozycję pracy w domu państwa Heath. Była to dla niej szansa na uratowanie rodziny przed ubóstwem. Dziadek miał się nie dowiedzieć o jej planach, nie chciała go zranić. Robiła wszystko z myślą o najbliższych jej osobach. Na jej drodze staje jeszcze jedna postać. Michael Heath, artysta, którego poznanie może stanie się dla niej kimś więcej? Być może, ale dowiecie się czytając książkę, do czego Was zachęcam.

Kiedy tylko pojawiła się propozycja tej autorki pomyślałam, że muszę ją mieć w swojej biblioteczce. Nie pomyliłam się. Poświęciłam jej kilka wieczorów i nie żałuję. Bardzo lubię ten gatunek literacki.

Monika Pawlak
(monika.pawlak@dlalejdis.pl)

Myra Johnson, „Upragniony deszcz”, Rzeszów , DREAMS, 2017



Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat