Terroryzm i przemoc coraz częściej wdzierają się do naszego życia. Widok uzbrojonych żołnierzy na ulicach największych, europejskich miast nikogo już nie dziwi. Rzadko natomiast docierają do nas wiadomości o bestialstwach dokonywanych na kontynencie afrykańskim. Nigeria jest niechlubnym przykładem kraju rozdartego w bratobójczej walce, gdzie największe ofiary ponosi ludność cywilna.
O Boko Haram, tak jak pewnie większość czytelników, usłyszałam po uprowadzeniu blisko dwustu licealistek z Chibok. Próby uwolnienia dziewczynek zakończyły się fiaskiem. O mieście Damasak, które zostało zaatakowane 24 listopada 2014 r, w mediach nie było już tak głośno, choć dla każdej porwanej wtedy dziewczyny był to początek koszmaru. Zaledwie czternastoletnia Assiatou przeżyła piekło. Jej sielski, poukładany, beztroski świat legł w jednej chwili w gruzach, a rozpoczęła się walka o przetrwanie. Dla religijnej nastolatki fakt, że muzułmanie mogą dopuszczać się takich aktów przemocy wobec wyznawców tej samej wiary było niewyobrażalne. Oddzielona od rodziny musiała dorosnąć w błyskawicznym tempie. Razem z czterdziestoma dziewczynami poznała nowe oblicze islamu. W końcu stało się to, czego Assiatou obawiała się najbardziej. Przymusowy ślub był spełnieniem jej najgorszych snów. Znienawidzony człowiek odebrał jej to, co najcenniejsze w tym rejonie świata – godność i dziewictwo. Wielokrotne gwałty złamały psychikę, ale nie silną wolę Assiatou.
„Uprowadzona przez Boko Haram” to pamiętnik dziewczynki, która przeżyła tragedię. Imię pod jakim ją poznajemy jest fikcyjne, ale opowieść - do bólu prawdziwa. Ta historia uzmysławia, że nawet po ucieczce dramat ofiar trwa nadal. Potrzebne jest wsparcie rodziny, specjalistów, by ponownie stanąć na nogi i zacząć zwyczajne życie. Niestety książka, mimo ciekawego tematu, zawodzi. Nie dowiadujemy się niczego nowego, nie dotykamy dramatu dziewczynki ani też nie otrzymujemy rzetelnego reportażu o ofiarach Boko Haram. Temat został potraktowany zbyt płytko, w naprędce, a szkoda, gdyż potencjał był ogromny. Assiatou przecież się udało. Mogła opowiedzieć nam o tym bolesnym etapie swojego życia z najmniejszymi szczegółami. Podczas lektury warto jednak pomyśleć o tych dziewczynach, które nadal są i będą zmuszane do samobójczych zamachów, czy małżeństw. Świat musi stanowczo przeciwstawić się takim aktom terroru, by mieszkańcy całego globu, nie tylko Nigerii, przestali się bać.
Anna Wasyliszyn
(anna.wasyliszyn@dlalejdis.pl)
Assiatou, Mina Kaci, „Uprowadzona przez Boko Haram” , Warszawa, Wydawnictwo Prószyński i S-ka, 2018
Komentarze