Nastoletnia Maia czuje, że jej życie straciło swój sens w momencie wypadku, w którym zginął jej starszy brat. Zawsze była popularna, lubiana, z łatwością nawiązywała relacje z nowymi ludźmi, ale od czasu tragedii przestała być sobą – pogrążyła się w żałobie, w marazmie, zerwała kontakty ze znajomymi, bo miała dość współczucia, a jedyną odskocznią stały się książki i muzyka.
Pewnego dnia w jej szkole pojawia się Kyler – chłopak jako jedyny nie traktuje jej jak wariatki, nie patrzy na nią, jakby wciąż nosiła na czole naklejkę „mój brat zginął”, nie ocenia i pozwala być dziewczynie sobą. Sam również nie ma za sobą łatwego czasu – odkąd pamięta, jego życie uzależnione jest od toksycznego ojca, wiąże się z przeprowadzkami i ciągłym strachem o bezpieczeństwo swoje i matki. Dla Kylera główną odskocznią jest również muzyka – odskocznią, która połączy go z Maią.
„Uratuj mnie” Anny Bellon to pierwsza część popularnego cyklu The Last Regret, publikowanego na Wattpadzie. Przykro to mówić, ale w tym przypadku to, co w internecie okrzyknięte zostało sensacją, w rzeczywistym świecie nie zasługuje na miano fenomenu. Książka jest niezwykle przewidywalna, schematyczna i fabularnie uboga – chociaż autorka włożyła w nią chyba wszystkie standardowe motywy opowiadań czy fanfików pisanych przez młodzież w sieci, nie dodało to akcji ani bogactwa merytorycznego, ani klasy, ani elementu zaskoczenia – nie ma w niej nic, czego nie przeczytałabym już w jakiejś innej książce. Bohaterowie, chociaż sympatyczni i łatwi do lubienia, absolutnie nie zapadają w pamięć – po odłożeniu książki miałam problemy, żeby wymienić ich imiona i cechy charakterystyczne; podobnie jest w przypadku kluczowych wydarzeń czy zwrotów akcji – niby są, ale niestety nie zaskakują.
Jedynym elementem, który różni tę książkę od innych historii dla młodzieży – i za to należy docenić autorkę – jest stosunkowo powolny rozwój relacji między Maią i Kylerem. Chociaż ich pierwsze spotkanie jest żywcem wyjęte z bajki czy produkcji Disney Channel, to w dalszych rozdziałach ich przyjaźń buduje się powoli, opiera na właściwych podstawach, co stanowi dobry wzorzec dla czytelników.
Nie zrozumcie mnie źle – książkę czyta się naprawdę przyjemnie. Jest słodka i urocza, w sam raz dla nastolatków, spragnionych historii o miłości od pierwszego wrażenia, idealnym przyjacielu, w którym tak łatwo się zakochać, niedużych problemach, które można pokonać i bohaterach, którzy mimo tragedii życiowych wychodzą na prostą. Niestety jednak – dla czytelników starszych albo po prostu bardziej dojrzałych, „Uratuj mnie” będzie po prostu stratą czasu.
Ewa Mędrzecka
(ewa.medrzecka@dlalejdis.pl)
„Uratuj mnie”, Anna Bellon. OMG Books, 2016.
Komentarze