„Uratuj mnie” – recenzja

Recenzja książki „Uratuj mnie”.
Czy fenomen polskiego Wattpada ma szansę stać się literackim bestsellerem? Chyba nie tym razem…

Nastoletnia Maia czuje, że jej życie straciło swój sens w momencie wypadku, w którym zginął jej starszy brat. Zawsze była popularna, lubiana, z łatwością nawiązywała relacje z nowymi ludźmi, ale od czasu tragedii przestała być sobą – pogrążyła się w żałobie, w marazmie, zerwała kontakty ze znajomymi, bo miała dość współczucia, a jedyną odskocznią stały się książki i muzyka.

Pewnego dnia w jej szkole pojawia się Kyler – chłopak jako jedyny nie traktuje jej jak wariatki, nie patrzy na nią, jakby wciąż nosiła na czole naklejkę „mój brat zginął”, nie ocenia i pozwala być dziewczynie sobą. Sam również nie ma za sobą łatwego czasu – odkąd pamięta, jego życie uzależnione jest od toksycznego ojca, wiąże się z przeprowadzkami i ciągłym strachem o bezpieczeństwo swoje i matki. Dla Kylera główną odskocznią jest również muzyka – odskocznią, która połączy go z Maią.

„Uratuj mnie” Anny Bellon to pierwsza część popularnego cyklu The Last Regret, publikowanego na Wattpadzie. Przykro to mówić, ale w tym przypadku to, co w internecie okrzyknięte zostało sensacją, w rzeczywistym świecie nie zasługuje na miano fenomenu. Książka jest niezwykle przewidywalna, schematyczna i fabularnie uboga – chociaż autorka włożyła w nią chyba wszystkie standardowe motywy opowiadań czy fanfików pisanych przez młodzież w sieci, nie dodało to akcji ani bogactwa merytorycznego, ani klasy, ani elementu zaskoczenia – nie ma w niej nic, czego nie przeczytałabym już w jakiejś innej książce. Bohaterowie, chociaż sympatyczni i łatwi do lubienia, absolutnie nie zapadają w pamięć – po odłożeniu książki miałam problemy, żeby wymienić ich imiona i cechy charakterystyczne; podobnie jest w przypadku kluczowych wydarzeń czy zwrotów akcji – niby są, ale niestety nie zaskakują.

Jedynym elementem, który różni tę książkę od innych historii dla młodzieży – i za to należy docenić autorkę – jest stosunkowo powolny rozwój relacji między Maią i Kylerem. Chociaż ich pierwsze spotkanie jest żywcem wyjęte z bajki czy produkcji Disney Channel, to w dalszych rozdziałach ich przyjaźń buduje się powoli, opiera na właściwych podstawach, co stanowi dobry wzorzec dla czytelników.

Nie zrozumcie mnie źle – książkę czyta się naprawdę przyjemnie. Jest słodka i urocza, w sam raz dla nastolatków, spragnionych historii o miłości od pierwszego wrażenia, idealnym przyjacielu, w którym tak łatwo się zakochać, niedużych problemach, które można pokonać i bohaterach, którzy mimo tragedii życiowych wychodzą na prostą. Niestety jednak – dla czytelników starszych albo po prostu bardziej dojrzałych, „Uratuj mnie” będzie po prostu stratą czasu.

Ewa Mędrzecka
(ewa.medrzecka@dlalejdis.pl)

„Uratuj mnie”, Anna Bellon. OMG Books, 2016.



Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat