Jest taka grupa zawodów, które uchodzą za niezbyt pewne i stabilne. Dzięki nim można stać się sławnym i bogatym, aby po chwili być na językach wszystkich i ledwo wiązać koniec z końcem. Mam na myśli aktorstwo, pisarstwo, piosenkarstwo. Nagrać hit, o którym za rok nikt nie będzie pamiętał. Zagrać w serialu, który po pierwszym sezonie zejdzie z ramówki telewizyjnej. Zastanawiałyście się kiedyś, jak wygląda życie zapomnianej gwiazdy?
Jedną z nich jest Susannah Cates, bohaterka powieści „Gorycz szczęścia”. Gdyby tylko miała więcej siły, byłaby seksowną blond pięknością, jednak praca na kilka etatów zabiera jej zbyt dużo czasu i energii, aby mogła zająć się sobą. Nie może pozwolić, aby jej ukochanej córce Neve czegoś zabrakło, dlatego pracuje dniami i nocami, aby dziewczyna miała normalne dzieciństwo. Kiedyś było lepiej. Kiedyś swoją urodą i talentem aktorskim Susannah uwiodła sławnego reżysera, z którym się związała. Jednak popadający w nałóg narkotykowy partner zniszczył ich małżeństwo, którego jedyną zaletą były tylko narodziny Neve. Susannah zrobiłaby dla niej wszystko, tak Samo jak Neve, która pragnie, aby jej mama w końcu zaczęła się uśmiechać.
Któregoś dnia 13-letnia Neve postanawia dłużej nie patrzeć, jak mama pogrąża się w depresji. W Internecie znajduje osobę, która wiele lat temu potrafiła uszczęśliwić Susannah. Mając pełne poparcie najbliższej przyjaciółki swojej mamy, Patsy, stawia wszystko na jedną kartę i kontaktuje się z dawną miłością Susannah.
Ponoć wyrządzone zło wraca ze zdwojoną siłą, tak samo jak dobre uczynki wracają do nas jak bumerang. Powieść „Gorycz szczęścia” Susan Lewis zaprzecza temu stwierdzeniu. Nie można budować szczęścia na cudzym nieszczęściu, ale co robić, kiedy nie zdajemy sobie sprawy, że przez nas druga osoba staje się nieszczęśliwa? Czytając, zadawałam sobie tego rodzaju pytania, bo życie Neve coraz bardziej się komplikuje, podczas gdy jej matka przeżywa na nowo dawno utraconą miłość i spektakularny powrót do kariery. Problematyka, jaką porusza autorka, jest szeroka i trudna: depresja, błędy przeszłości, pogodzenie kariery z życiem osobistym, trudne relacje matki z córką, związek na odległość. Jest jeszcze jedna ważna sprawa, kluczowa w całej opowieści, ale o niej cicho sza. W każdym razie, „Gorycz szczęścia” wywołuje wiele emocji, dobrych i złych. Byłoby zbyt pięknie i naiwnie, gdyby Susannah z dnia na dzień stała się zakochana i szczęśliwa bez żadnych konsekwencji.
„Gorycz szczęścia” mimo prawie 650 stron czyta się szybko, chociaż czasem miałam wrażenie, że powieść jest lekko przegadana, a niektóre dialogi niepotrzebne. Cała powieść jest według mnie dobrze zbudowana i przemyślana fabularnie. Mimo trudnej tematyki, nie zaliczyłabym książki do tych, które wgniatają w fotel i po których nie można się otrząsnąć, a łzy kapią i kapią. Pewną równowagę i wdzięk wnoszą postaci Patsy, przyjaciółki Susannah, oraz Franka. Ich wypowiedzi wprawiają w dobry nastrój.
Hanna Kwaśna
(hanna.kwasna@kobieta20.pl)
Susan Lewis, „Gorycz szczęścia”, Prószyński i S-ka, Warszawa 2012
Komentarze