Utonięcie nie tylko Rose

Recenzja książki „Utonięcie Rose”.
Chorobliwa zazdrość. Brak akceptacji wśród rówieśników. Poniżenia. Do czego mogą doprowadzić? To jedyny wartościowy wątek powieści.

Przyjemnie jest przeczytać ciekawą książkę. Gorzej, jeśli trzeba zmuszać się do czytania czegoś, co choć zapowiadało się dobrze, jest totalną klapą, żeby nie napisać - miałkim badziewiem. Czytając „Utonięcie Rose”, czułam się, jakbym czytała za karę. Dawno ta elementarna czynność, której uczono mnie na początku podstawówki, nie sprawiła mi tyle trudności. Kolejne próby „wsiąkania” w książkę, kończyły się niepowodzeniem. Przez kilkadziesiąt stron wierzyłam, że za chwilę wydarzy się coś, co mnie zaskoczy, zainteresuje, że autorka tylko podpuszcza czytelnika, usypia jego czujność. Niestety, widocznie miałam zbyt wysokie oczekiwania. A opis z tyłu książki brzmiał tak zachęcająco…

W „Utonięciu Rose” głos zabierają dwie narratorki – Eliza i Cassandra. Obie dziewczyny chodziły do elitarnej szkoły z internatem, jednak więcej je różniło, niż łączyło. Eliza niezwykle uczuciowa, wrażliwa i piękna była szanowana przez swoje przyjaciółki. Cassandra natomiast nie dość, że mało urodziwa, to i biedna, przez co nigdy nie została przez nie w pełni zaakceptowana.

W książce „Utonięcie Rose” na przemian dowiadujemy się, jak toczy się obecnie życie ponad czterdziestoletniej, rozwiedzionej i bezdzietnej Elizy, obwiniającej się od 25 lat o śmierć swojej przyjaciółki ze szkoły – Rose i, co działo się wtedy w życiu Cassandry. Jeśli miałabym doszukiwać się jakichś plusów w tej książce, to uważam, że drugi wątek, choć znacznie mniej rozbudowany, jest zdecydowanie ciekawszy, ale, mimo wszystko, równie przewidywalny. To właśnie ta przewidywalność niszczy książkę i najbardziej męczy podczas czytania.

Obstawiam w ciemno, że rozwiązywalność tajemnicy utonięcia Rose będzie wśród czytelników niemal 100% po przeczytaniu pierwszych kilkudziesięciu stron. Wtedy pozostaje już tylko chęć poznania losów Cassandry – dziewczyny, która za wszelką cenę próbuje dostosować się do towarzystwa z wyższych sfer, stać się lubianą i szanowaną przez koleżanki oraz kochaną przez chłopaka, który jej się spodobał. Nie wszystko jednak w jej życiu układa się tak, jakby chciała. Jak bardzo by się nie starała, zawsze doznaje upokorzenia. Jak długo wytrzyma notoryczne poniżenia, jak długo będzie tonąć? Temat ten, choć poważny i warty poruszenia, został potraktowany przez autorkę dość „lajtowo”. Bardziej niż na wewnętrznych przeżyciach dziewczyny, skupiła się na wymyślaniu dla niej kolejnych przygód, co znacznie spłyca ten wątek. A szkoda.

Książkę mogę polecić jedynie nastolatkom, one pewnie lepiej wczują się w rolę 16-letnich uczennic.

Iwona Bujak
(iwona.bujak@dlalejdis.pl)

Marika Cobbold, „Utonięcie Rose”, Muza SA, Warszawa 2012



Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat