W miejscu, które rządzi się swoimi zasadami. Zasada numer jeden? Nigdy, przenigdy, nie zapominaj, kto stanowi prawo.
Ben i Chon nie mogą narzekać na swoje życie. Mieszkają w apartamencie z widokiem na ocean, są młodzi, przystojni i bogaci. Jest też Ofelia, którą obaj kochają i która w obu przypadkach odwzajemnia tę miłość. Cała trójka akceptuje taki układ, więcej, gotowa jest zrobić dla siebie wszystko. Ponadto Ben i Chon prowadzą dochodowy interes, który przynosi olbrzymi zyski, a jednocześnie łączy się z ich pasją- botaniką. Jeśli połączyć ją z przedsiębiorczością i odrobiną kreatywności, otrzymujesz gotowy przepis na żyłę złota. Handel narkotykami. Nie byle jakimi narkotykami, bo lata studiów botanicznych zrobiły swoje i chłopcy doskonale znają się na właściwościach roślin. To sprawia, że są w stanie stworzyć narkotyk na każdą okazję, w zależności od potrzeb i życzeń klienta. Potrafią zrobić mieszankę, która przyniesie jedynie pożądane rezultaty, wykluczając efekty uboczne. A to z kolei sprawia, że są duetem bardzo konkurencyjnym na narkotykowym rynku. Indywidualne mieszaniny. Zawsze czysty towar. Zero ściemy. Ben i Chon są znani i lubiani w swojej branży, za rzetelność z jaką działają i grę fairplay. Ale, jak to zwykle bywa, i tym razem znajduje się ktoś większy. Ktoś, kto chce wykorzystać potencjał chłopaków i rozpocząć z nimi współpracę na własnych warunkach. Ben i Chon, jak na złość, nie chcą się zgodzić i postanawiają zwinąć interes. Nie tak szybko. Kartelowi Baja się nie odmawia.
Don Winslow w swojej powieści "Savages" wprowadza nas w przestępczy świat, skąpany w kalifornijsko-meksykańskim słońcu. Bombarduje nas wieloma informacjami dotyczącymi narkotykowych karteli, klaruje nam dokładnie sytuację, wyjaśnia, kto z kim trzyma sztamę, a kto toczy ze sobą wojny. Pokazuje też, co czeka głupców, którzy ośmielą się przeciwstawić lub, co gorsza, próbować oszukać, najpotężniejszy kartel w okolicy. Próbować, bo Elena, która stoi na jego czele, trzyma rękę na pulsie i doskonale wie, co się dzieje w jej świecie. W świecie, w którym rządzi i w którym nie może sobie pozwolić nawet na najmniejsze nieposłuszeństwo. W myśl zasady, że jeżeli raz okażesz słabość, jesteś spalony już na resztę swojego życia.
Don Winslow nie przebiera w słowach. Aby jego powieść miała jeszcze bardziej realistyczny wydźwięk, często używa wulgaryzmów i meksykańsko- kalifornijskiego slangu. Jak twierdzi sam autor, w notatce dołączonej do książki, słownictwo takie miało "zmiażdżyć" czytelnika. Nie wiem, czy miażdży, ale z pewnością kwiecisty, poetycki język nie brzmiałby naturalnie w ustach zabójców i handlarzy narkotyków, więc zabieg ten jest jak najbardziej uzasadniony.
Ciekawym trikiem, jaki zastosował autor, jest zróżnicowany układ graficzny na poszczególnych stronach. Na większości z nich tekst jest zwarty, ale co jakiś czas pojawiają się rozstrzelone zdania lub podzielone na kilka wersów. Dzięki temu autor kładzie na pewne fragmenty większy nacisk, zmuszając czytelnika, aby szczególnie je sobie zapamiętał. Sprytne.
Moim zdaniem, książka "Savages" ma wszystkie składniki dobrej powieści: intrygę, bezpretensjonalność, prosty język, gangsterskie zabarwienie. Don Winslow nie boi się krytykować dzisiejszych realiów. Nie stara się jednak na siłę przeciwstawiać ogólnym poglądom i ostentacyjnie mieszać ich z błotem, rzuca jedynie, jakby od niechcenia pewne myśli, które czytelnik albo podejmie, albo nie. Oprócz inteligentnej krytyki, znalazłam wiele trafnych wypowiedzi, mniejszych lub większych fragmentów, które jakoś wpisują się w moje życie. Nie wiem, czy taki był zamysł autora, ale "Savages" to, jak dla mnie, wielka księga złotych cytatów. Brawo. Urzekło mnie również zakończenie całej historii, które nie zostało do końca dopowiedziane. Wysil się, czytelniku, pomyśl.
Mimo tylu plusów, książka jako całość, wcale mnie nie zachwyciła. Nie sprawiła, że z zapartym tchem przerzucałam kolejne kartki i ze zniecierpliwieniem czekałam, co dalej. Nie poczułam też żalu, kiedy już się skończyła. Mogę jednak z całą pewnością stwierdzić, że Don Winslow na tyle mnie zaciekawił, że chętnie sięgnę po inne jego dzieła. A to też jest jakiś sukces.
Monika Krzysztanowicz
(monika.krzysztanowicz@dlalejdis.pl)
Don Winslow, „Savages”, Znak, Kraków 2012
Komentarze