„Venla” – recenzja

Recenzja książki „Venla”.
W życiu każdego człowieka czai się tajemnica. Czasem jednak strach jest jej dotknąć, aby – niby Puszka Pandory – nie wylała kadzi nieszczęść na naszą codzienność i przyszłość…

Miia Pohjavirta to lecząca się z uzależnienia od sieci była policjantka, obecnie pracująca w szkole w roli pedagoga. Jej życie nagle staje na głowie, gdy w podobny sposób, jak przed laty zaginęła jej siostra, Venla, giną również bez śladu dwie uczennice. Intryga się zagęszcza, bo okazuje się, że psychiatra, u którego Miia się leczyła, tak naprawdę nigdy nie istniał. Miia jest coraz bliżej rozwikłania zagadki nietypowego zaginięcia jej siostry i ojca, a także odkrycia wielu innych tajemnic, które zdają się kryć przed nią nawet najbliżsi. Czy jednak te odkrycia faktycznie przyniosą kobiecie wytchnienie? A może chodzi o coś, o czym wszyscy – prócz niej – już wiedzą?

„Venla” to ostatnia, trzecia część cyklu o miasteczku Palokaski, napisana przez osoby ukrywające się pod pseudonimem J. K. Johansson. Jako trzecia część tworzy swoistą klamrę, wracając wydarzeniami do tych rzeczy, które działy się na samym początku. Każda z poprzednich części mówi o zaginięciu innej, młodej dziewczyny; ta zaś tyczy się tajemniczego zniknięcia siostry jednej z głównych bohaterek. Zniknięcia, które wydaje się być genezą całej historii.

Cała opowieść z początku, gdy sięgamy po pierwsze wydarzenia, których recenzentem staje się Miia, wydaje się bardzo chaotyczna. Kobieta pojawia się w nieznanej sytuacji, zupełnie pozostawiona sama sobie, będąca wręcz w narkotycznym transie; jej brat nie chce się przyznać ani do tego, dlaczego polecił jej nieistniejącego lekarza, ani do romansu, w którym zdradza żonę z jedną z jej najlepszych przyjaciółek. Z drugiej strony jest matka, bardzo zamknięta w sobie i kryjąca do spółki z lokalnym policjantem tajemnicę, która pozwoliłaby bohaterce odkryć wszystkie brakujące elementy układanki, jaką staje się sprawa zaginięć. Na razie wiadomo tylko, że każda z nieobecnych teraz dziewczyn nosiła srebrny łańcuszek ze skrzydełkami. Czy to właśnie on pozwoli dojść do prawdy? Czy prawdę tę odkryje faktycznie Miia?

„Venlę” czyta się bardzo dobrze nawet wówczas, gdy nie mieliśmy kontaktu z wcześniejszymi częściami cyklu. Zaryzykowałabym stwierdzenie, że jest to zasługa nieznanych autorów – pod pseudonimem J. K. Johannson kryją się bowiem scenarzyści, którzy zazwyczaj tworzą treści na potrzeby filmów i seriali. Tym razem zaczęli tworzenie w innej kolejności, a prawa do nakręcenia filmowych wersji trylogii zostały już sprzedane. Ja tych ekranizacji nie mogę się doczekać – zwłaszcza, że sama „Venla” wciągnęła mnie niepomiernie, stając się jedną z tych książkowych pozycji, które każdy fan skandynawskich kryminałów zdecydowanie powinien przeczytać.

Paulina Grzybowska
(paulina.grzybowska@dlalejdis.pl)

J. K. Johansson, „Venla”, Kraków, Wydawnictwo Literackie, 2016.



Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat