Co można zrobić w kilka sekund? Niewiele. Przez ten czas można co najwyżej umyć kubek, zapewne niedokładnie. Dwa przysiady? Mrugnąć okiem? Rozsiąść się w fotelu lub wstać z niego? Zaparzyć kubek aromatycznej herbaty? Czemu nie. Mogłoby się wydawać, że kilka sekund to nic, a jednak te kilka sekund może sprawić, że nic już nie będzie takie samo.
Na TVP1 był emitowany (być może nadal jest; rzadko oglądam telewizję) taki program dokumentalny „Sekundy, które zmieniły życie”. Bohaterowie poszczególnych odcinków opowiadali gdzie i w jaki sposób ulegli wypadkowi i jak to wpłynęło na ich życie. Zazwyczaj, jak sama nazwa programu wskazuje, były to sekundy; moment nieuwagi; chwila beztroskiego zachowania, która kosztowała bardzo wiele – utratę sprawności, bliskich, świata, który można już tylko wspominać.
Powieść Suzanne Redfearn porusza podobne problemy. Książka zaczyna się trochę „młodzieżowo” i na początku miałam wrażenie, że jest ona skierowana do nieco młodszej grupy wiekowej. Główną bohaterką, z której perspektywy poznajemy całą historię, jest szesnastoletnia Finn. Nastolatka ma dwie starsze siostry i młodszego brata, troszkę opóźnionego w rozwoju. Rodzice dziewczyny nieustannie się kłócą; grozi im rozwód. Aby nieco rozładować atmosferę, która staje się gęsta jak smog, rodzina Finn postanawia (wraz z drugą zaprzyjaźnioną rodziną) wyjechać na weekend w góry. Narty, świeże powietrze, relaks, długie spacery, wieczory przy grzanym winie. Idealna odskocznia od codzienności, nieprawdaż? I pewnie by tak było, gdyby nie tragiczny wypadek, któremu ulega rodzina. Samochód spada w przepaść, główna bohaterka umiera, a inni odnoszą cięższe lub lżejsze rany. Co gorsza, na zewnątrz panują egipskie ciemności, jest mroźnie, pada śnieg i nie ma zasięgu. Bohaterowie rozpoczynają nierówną walkę z czasem, głodem i przeszywającym na wskroś zimnem…
Właśnie w tym najgroźniejszym momencie akcja nabiera tempa, a emocje sięgają zenitu. Autorka zastosowała tu bardzo ciekawy zabieg – uśmierciła główną bohaterkę, ale pozostawiła ją narratorem całej opowieści. Zawieszona gdzieś - pomiędzy życiem a śmiercią, pomiędzy niebem a ziemią - Finn nadal pokazuje nam świat ze swojej perspektywy. Perspektywy po wypadku, w której jej najbliżsi pozostali sami, z ranami na ciele i duszy, z nowymi trudnościami, z targającymi nimi sprzecznościami…
„W jednej chwili” przeczytałam… w jednej chwili. Powieść pochłonęła mnie całkowicie; miałam wrażenie, że świat wokół mnie przestaje istnieć, bo zaczęłam żyć życiem Finn i jej rodziny. Autorka ma lekki styl i naprawdę wprawne pióro, choć w swojej książce porusza niełatwe tematy. Być może ciężko zrozumieć wam, czytelnikom recenzji, jak można o tragicznym w skutkach wypadku pisać lekko, lecz jeśli zechcecie sięgnąć po powieść autorki, zapewne przyznacie mi rację. Okazuje się, że to naprawdę możliwe!
Na ogromny plus zasługuje również kreacja psychologiczna bohaterów. Każda z postaci jest szczegółowo dopracowana, hołduje innym wartościom, ma swój własny niepowtarzalny charakter. Każda z postaci zachowuje się inaczej w sytuacji zagrożenia życia. Kto okaże się bohaterem, a kto egoistą? Kto dla kogo będzie oparciem? Warto dodać, że autorka nie ocenia swoich bohaterów. Ocenę pozostawia nam.
„W jednej chwili” to wspaniała powieść. Zmusza to refleksji nad ulotnością, nad kruchością życia, nad niedoskonałością człowieka. Pokazuje też, jak zachowuje się człowiek postawiony w ekstremalnej sytuacji; odważnie i wnikliwie poddaje analizie międzyludzkie relacje i zachodzące w nich, pod wpływem wypadku, zmiany. Jednak z najtrudniejszymi pytaniami autorka pozostawia nas samych. I sami musimy sobie na nie odpowiedzieć.
Anna Stasiuk
(anna.stasiuk@dlalejdis.pl)
Suzanne Redfearn, „W jednej chwili”, Dom Wydawniczy Rebis, Poznań, 2021.
Komentarze