Hasło z okładki – że fitness miał być drogą do zdrowia, a staje się walką o przetrwanie – idealnie oddaje treść tej wyjątkowej, choć bolesnej autobiografii. Autorka z ogromną szczerością opisuje swoją osobistą historię: pogoń za idealną sylwetką, która zamiast szczęścia przynosi jej zaburzenia odżywiania, depresję i kończy się pobytem w szpitalu. Ta książka błyskawicznie uświadamia, jak działają mechanizmy presji, ciągłego porównywania się z innymi w sieci i jak niewidzialna jest granica między dbaniem o siebie a powolnym niszczeniem własnego organizmu.
Sama ogromnie kocham sport, regularnie trenuję (zwłaszcza bieganie i wzmacnianie ciała) i nie wyobrażam sobie życia bez aktywności fizycznej, dlatego ta tematyka jest mi niezwykle bliska. Właśnie z tego powodu doskonale rozumiem, o czym pisze autorka. Wiem z własnego doświadczenia, jak zgubne i ślepe potrafi być dążenie do rzekomej doskonałości. Sport ma dawać siłę i endorfiny, a nie stawać się kolejnym toksycznym obowiązkiem i powodem do wpędzania się w poczucie winy. Hanna L. udowadnia, że kiedy traktujemy własne ciało wyłącznie jak projekt do wiecznej poprawy, natychmiast tracimy z oczu to, co najważniejsze.
„W piekle fitnessu” to niezwykle poruszająca historia, która podbiła moje serce swoją autentycznością. Uważam, że to opowieść, która w dzisiejszych czasach może spotkać absolutnie każdego z nas, bo presja idealnego wyglądu otacza nas z każdej strony. Książka ogromnie mi się podobała, ponieważ niesie ze sobą bezcenny, życiowy przekaz: wszystko w życiu trzeba robić z umiarem.
Ruch i zdrowy styl życia są świetne, ale tylko wtedy, gdy po drodze nie tracimy zdrowia psychicznego, wolności i zwykłej, codziennej radości życia. To lektura obowiązkowa dla każdego, kto szuka balansu w tym fit-szaleństwie. Mogę powiedzieć jedno – polecam!
Daria Konieczna
Hanna L., „W piekle fitnessu”, Wydawnictwo Novae Res, Gdynia, 2026.
Komentarze