Wedle opisu od wydawcy najnowsza powieść Karoliny Winiarskiej opowiada o zapętlonych losach dwóch sióstr i o rodzinnych tajemnicach, które ujrzą światło dziennie. Problemem, jaki mam z tą książką jest to, że według mnie nie została tutaj opowiedziana tak naprawdę żadna historia. Owszem, poznajemy skrawki z życia obu sióstr – Felicji i Łucji, zostaje opowiedziana także historia ich prababek oraz bardzo lakonicznie zostaje przedstawiony czytelnikowi temat ich wiecznie nieobecnej matki. Wszystko to jednak nie tworzy spójnej całości. Całkowicie rozumiem zamysł autorki, widzę te powiązania między bohaterami, jakie chciała utworzyć, ale według mnie nie wyszło to najlepiej.
W fabułę wpleciono mnóstwo przypadkowych scen, postaci, które tak naprawdę nic nie wnoszą i wątków pobocznych pozbawionych w zasadzie sensu. Główne bohaterki zostały zarysowane niezbyt dokładnie, mam wrażenie, że wszystko w tej powieści jest strasznie powierzchowne, trywialne. Jedna siostra goni za karierą, druga jest żoną i matką. Obie wydają się szczęśliwe, żadna nie jest, za to strasznie się nie znoszą i skaczą sobie do gardeł, ale w sumie autorka nie wyjaśniła dlaczego, ot typowa siostrzana rywalizacja. Niestety, historia babci Michaliny jest również szalenie wtórna i po prostu nudna.
Do ostatniej strony nie do końca rozumiałam, o co tak naprawdę chodzi w tej powieści. Owszem, jest to książka, która miłośnikom powieści obyczajowych w których snuje się historie o wszystkim i niczym, przypadnie do gustu, ma poprawny styl literacki, dialogi i narracja są dość dobrze napisane. Ja jednak wolę jednak książki, w których fabuła prowadzi nie tylko do przemyśleń, ale także opowiada jakieś konkretne wydarzenia, sytuacje, relacje i ma jakieś zakończenie. Tutaj mam wrażenie, że autorka pisała tę powieść tak, jak ja czasem gotuję – wrzucam do gara przypadkowe składniki, żeby zobaczyć co dobrego z nich wyjdzie na samym końcu. Tutaj widzę to podobnie – trochę niespełnionej miłości, trochę zdrad małżeńskich, odrobina drugiej wojny światowej i żydowskich rodzin, a do tego jeszcze wypadek samochodowy, skomplikowane relacje z matką, no i koniecznie nadmiar amantów!
Czytając „W Twoją stronę” nie tylko nie polubiłam żadnej z postaci, głównie przez to, że nie były one zbyt dobrze wykreowane, ale także nawet nie zapamiętałam żadnej z nich. Cały czas gubiłam się, który mężczyzna jest miłością z nastoletnich lat, który amantem z parkingu numer jeden, amantem z parkingu numer dwa, a kim w ogóle jest ten pisarz, który nagle się pojawia? Po tylu rozdziałach to ja już zapomniałam, że ktoś taki nawet był. Powieść ta nie wywołała we mnie żadnych emocji, problemy bohaterów w żaden sposób nie zagrały na mojej wrażliwości. Przy czytaniu zabrakło dla mnie zarówno wzruszeń, jak i dobrej zabawy.
Nie mogę powiedzieć, że jest to książka słaba, na pewno znajdzie się wielu czytelników, którym przypadnie ona do gustu, dla mnie to jednak typowa powieść o wszystkim i niczym, z fabuły której kompletnie nic nie wynika. Ja takie snucie powieści, dla samego ich snucia, kupuję jedynie w przypadku hiszpańskich autorów i tak już chyba pozostanie.
Joanna Adamski
(joanna.adamski@dlalejdis.pl)
Karolina Winiarska, „W Twoją stronę”, Wydawnictwo Jaguar, Warszawa, 2021
Komentarze