Tym razem Kordel zdecydowała się na stworzenie historii osadzonej w słonecznej Toskanii, gdzie wysłała swoje dwie bohaterki. Lela, po rozstaniu z partnerem, żyje jedyna napędzana pracą i złością, więc z przyjemnością przyjmuje dar losu w postaci wyprawy do Toskanii. Również tam wybiera się Nicoletta, cierpiąca po śmierci męża, postanawiająca poszukać swoich korzeni w domu przodków.
Los sprawia, że obie kobiety spotykają się w tym samym miejscu. Czy dwie osobowości o tak różnych doświadczeniach znajda wspólny język? Czy to spotkanie stanie się początkiem przyjaźni i odmieni ich życie?
„W blasku słońca” zawiera w sobie wszystkie charakterystyczne chwyty stosowane przez Magdalenę Kordel: tajemnicę z przeszłości, szukanie na nowo swojego miejsca w świecie, pozornie różne kobiety odnajdujące bliską osobę w tej drugiej, którą los stawia na ich drodze, szczyptę romansu i ciepłego humoru. Do tej pory te mieszanki sprawdzały się lepiej lub gorzej, ale nigdy nie były nudne. Tym razem jednak zabrakło tego czegoś, co sprawiłoby, że książka będzie czymś więcej, niż nieudaną kopią „Pod słońcem Toskanii”.
Akcja rozkręca się powoli i jest naprawdę przewidywalna. Tak samo zresztą, jak zachowania bohaterek, którym brak oryginalności: zarówno Nicoletta, jak i Lela stanowią ograną wariację na temat samotnej kobiety, szukającej ponownie szczęścia w życiu. Na plus zaliczyć można ładnie odmalowane krajobrazy, sprawiające, że chwilami naprawdę udaje się oddać klimat toskańskich winnic, czy też początkowe interakcje dwóch skrajnie różnych bohaterek, napędzające akcję i będące źródłem humorystycznych sytuacji. Całość jest jednak zaledwie poprawna i brakuje jej klimatu pierwszych powieści Magdaleny Kordel.
Podsumowując, „W blasku słońca” można przeczytać bez uszczerbku na inteligencji, jednak ja zdecydowanie wolę cykl „Malownicze” i to do niego będę z pewnością wracać.
Małgorzata Tomaszek
(malgorzata.tomaszek@dlalejdis.pl)
Magdalena Kordel, W blasku słońca, Znak, Kraków 2020
Komentarze