Ponad 500-stronnicowa powieść Aniki Stelmasik pod tytułem „W cieniu paproci” pojawiła się w moim domu kilka dni temu i niemalże od razu przykuła moją uwagę. Nie chodzi o to, że trudno jej nie zauważyć nawet w wielkim stosie książek (co jest niewątpliwie prawdą), ale o to, że przyciąga jak magnes i nie pozwala przejść obok siebie obojętnie. Zaciekawiona tym, jaką historię autorka ukryła w kolejnych kartach powieści, szybko przystąpiłam do lektury, coraz bardziej wciągając się w losy głównych bohaterów. Już teraz mogę Wam powiedzieć, że książka przeszła wszelkie moje oczekiwania. Dlaczego? O tym przekonacie się za chwilę.
Adam to zamknięty w swoim maleńkim świecie artysta, zatapiający smutki trudnej egzystencji w kieliszku wódki. Stroniący od ludzi, przykuty do wózka, do swojej skromnej rzeczywistości dawno odartej z marzeń i młodzieńczych planów zaprasza jedynie zaprzyjaźnionego listonosza, który przynosi mu sprawunki i jedzenie przygotowane przez żonę. Pewnego dnia niespodzianie do jego mieszkania puka ubrana na czarno nastolatka Niki. Ma zamiar zmienić żarówki – niby prosta czynność, która nie powinna zająć dużo czasu, a jednak staje się początkiem interesującej i nad wyraz bogatej znajomości. Adam w chwilach samotności i z braku weny obserwuje okolicznych mieszkańców. Jednym z nich jest Maria – tajemnicza właścicielka paproci, kryjącej w sobie pamięć o niejednej trudnej historii. Kobieta zajmuje się swoją matką, zrzędliwą staruszką, której cała siła i wewnętrzny blask odeszły wraz z komunizmem. Obie lokatorki jednego z mieszkań przy ulicy Bystrej wypełnia ogromny żal i ból – świadkowie dawnych wydarzeń, które nigdy nie powinny mieć miejsca.
Książka „W cieniu paproci” to bardzo poruszający opis ludzkiej samotności. Niezależnie od tego, czy jesteśmy zamknięci w czterech ścianach swojego małego świata, czy też codziennie mamy kontakt z innymi ludźmi, możemy doświadczyć bolesnego poczucia osamotnienia. Główni bohaterowie walczą nie tylko z pustką, ale przede wszystkim z przeszłością, która nieustannie o sobie przypomina. Zamknięci na rzeczywistość, powoli zaczynają otwierać swoje serca, pozwalając na uleczenie dawnych, ciągle odnawiających się ran. Autorka pokazuje, że nigdy nie ma sytuacji bez wyjścia, a zwykły przypadek może wywołać lawinę niesamowitych zdarzeń, które już na zawsze odmienią nasze życie. Wzruszająca, niezwykle wciągająca i prawdziwa historia, która pozostanie w moim sercu i w mej pamięci na długo.
Katarzyna Kubiak
(katarzyna.kubiak@dlalejdis.pl)
Anika Stelmasik, „W cieniu paproci”, Wydawnictwo Zysk i S-ka, 2018 r.
Komentarze