Niekoniecznie. To właśnie wtedy, gdy jesteśmy ogołoceni z resztek wiary na lepsze jutro, może wydarzyć się cud. „Historia miłosna opowiedziana kroplami deszczu” – czy widząc taki slogan, zapowiadający jedną z powieści, które niedawno pojawiły się na polskim rynku wydawniczym, potraficie przejść obok niej obojętnie? Ja nie potrafiłam. Książka autorstwa Anny Dąbrowskiej pod tytułem „W deszczu”, bo właśnie o niej mowa, zawładnęła moim czytelniczym sercem jeszcze zanim zdążyłam ją w ogóle otworzyć i przewertować choć kilka zamkniętych w niej kartek. Pozycja jest właśnie taka, jaką mogłam ją zobaczyć oczyma mojej wyobraźni. Jest jak deszcz, po którym większość z nas nie spodziewa się żadnych fajerwerków – ot, kilka litrów wody spada z nieba w postaci małych płynnych „ziarenek”. Tymczasem między tymi ziarenkami, jak między słowami powieści, możemy odnaleźć nadzieję – może cichą, niepozorną, dla wielu wręcz niezauważalną. Taką, która właściwie nie miała prawa się pojawić.
Aleks, perkusista popularnego w Szwecji zespołu, postanawia przestać uciekać od swojej trudnej przeszłości i zmierzyć się z tym wszystkim, co zmieniło jego życie w piekło. Pierwszym najważniejszym przystankiem na drodze w poszukiwaniu spokoju i harmonii jest jego dom rodzinny. Po wielu latach wraca do miejsca, w którym zostały pogrzebane jego wszystkie dziecięce nadzieje i marzenia. Spotkanie z ojcem, jego nową partnerką i przyszywanym bratem było dla Aleksa ogromnym wyzwaniem. Już od pierwszej chwili, gdy główny bohater przekroczył próg swojego dawnego domu, złość, niewypowiedziany żal i ból wisiały nad rodziną niczym chmura gradowa, czekając na jakiś znak, by rozpętać burzę. Powrót w rodzinne strony rozdrapał o wiele więcej ran w sercu chłopaka – jedną z nich była niezabliźniona wciąż szrama po Kayli, jego ukochanej, która tak nagle zniknęła z jego życia bez słowa wyjaśnienia.
Katarzyna Kubiak
(katarzyna.kubiak@dlalejdis.pl)
Anna Dąbrowska, „W deszczu”, Wydawnictwo Novae Res 2020
Komentarze