Po drugiej stronie lustra nic nie ma. Świat, który widzimy w odbiciu, to tylko kalekie wersje nas samych, bardziej poobijane, skrzywdzone, zapomniane. Po drugiej stronie lustra nie czeka na nikogo wybawienie, nie spodziewaj się wielkiej magii, nie oczekuj kolejnej szansy. Po drugiej stronie lustra możesz stanąć tylko ty sam wobec siebie, swojej ułomności i swojej winy, bo przecież rzeczywistość od czarów oddziela jedynie cienka warstwa delikatnego szkła.
Przygoda Alicji w krainie czarów była odskocznią od rzeczywistości, od której niekiedy każdy ma potrzebę się odciąć, zapomnieć, uciec. W straceńczym poszukiwaniu miejsca wykraczającego poza codzienną egzystencję umyka fakt, że największe czary dzieją się tuż obok nas. I o tym właśnie jest niesamowicie przewrotna, urzekająco prosta, ale i porażająco emocjonalna nowa książka Sylwii Chutnik „W krainie czarów”. Jednak zanim ruszysz w podróż po świecie zwykłych ludzi, których historie niosą ogromny ładunek przeżyć, uczuć i barw życia, zastanów się, jakiego rodzaju czarów ci brakuje, bo, jak na samym początku zaznacza autorka, każdy z nas jest Alicją, tylko z deficytem czarów. A przecież życie to codzienne czarowanie.
W kranie czarów można spotkać dziewczynkę, która nie była gotowa, by zobaczyć śmierć, by dotknąć trupa, by dać się odrzeć z dziecięcej wiary w bycie niepokonanym. Jeśli obiecasz, że będziesz uważnie słuchać, poznasz opowieść starej prostytutki, która beznamiętnie opowie o bólu (fizycznym), który czuła, gdy była gwałcona i o strachu, gdy została pobita, by nie trafić do szpitala, bo nie ma ubezpieczenia zdrowotnego. Jeśli staniesz obok Poli Negri, to pamiętaj, że nie wolno ci się śmiać – ona wciąż ma nadzieję, że reżyser zaproponuje jej angaż, w końcu ten film był pisany specjalnie dla niej! Nieważne, że od tamtej pory minęło pół wieku – makijaż i fryzura zawsze muszą zachwycać, bo nie wiadomo, czy to właśnie dziś nie nastąpi TEN dzień. Choć ręka nakładająca tusz nie jest już tak sprawna, a szminka maluje usta dookoła, Pola wie, że jeszcze nie została zapomniana. Być może ukształtował ją czas wojny, być może miała podobne przeżycia co cztery kobiety zamknięte w piwnicy. Znamienne jest jednak to, że nawet huk wybuchających obok pocisków nie był w stanie zagłuszyć kłótni Poli i Ady o to, która z nich była pierwszą miłością Jerzego, tego, co przynosi czasami świeże warzywa.
Książka Sylwii Chutnik to zbiór opowiadań, z których każde ma w sobie niesamowity ładunek emocjonalny. Każdy z bohaterów jest człowiekiem, którego możesz mijać na ulicy, któremu możesz przyglądasz się z niedowierzaniem, a być może nawet nutką pogardy. Jednak dopóki nie znasz ich historii, nie wolno ci oceniać – w końcu nie wiesz, jakie duchy czają się w zakątkach Muranooo. W krainie czarów nawet najmniej istotny byt ma swoje pięć minut, by dać wyraz swoim uczuciom. A jednocześnie mało kto z tego korzysta. Obojętność miesza się z potrzebą krzyku, a szara codzienność okazuje się światem wypełnionym kolorami – w świecie pełnym kontrastów trzeba tylko dostrzec barwy w każdej postaci.
Sylwia Chutnik w bardzo piękny językowo sposób mierzy się z najróżniejszymi elementami składającymi się na słowo „czary”. Jej książka rzuciła na mnie urok, każda z opowieści zaznaczyła się magiczną zadrą, a każda z postaci nauczyła mnie własnego zaklęcia. Najważniejsze jednak w całej lekturze jest to, że niezależnie od tego, przed jakim wyzwaniem staniesz, z jakim doświadczeniem przyjdzie ci się zmierzyć, musisz pamiętać, że twoja historia będzie ważna i inspirująca, bo każda egzystencja zawiera w sobie element magii.
Michalina Guzikowska
(michalina.guzikowska@dlalejdis.pl)
Sylwia Chutnik, „W krainie czarów”, Kraków, Znak Literanova, 2014
Komentarze