Wszystko jest w porządku, dopóki chłopak się nie odzywa – bo oto zaczyna zasypywać nas cytatami z „Pogromców zbrodni”, ni stąd ni zowąd tłumaczy, jak zebrać odciski palców lub po czym możemy poznać prawdziwego mordercę. Jacob cierpi na zespół Aspergera, żyje w swoim zamkniętym świecie, ma problem z nawiązywaniem interakcji społecznych i widzi świat jedynie w czarno-białych barwach. Przy Jacobie ciągle obecna jest matka – Emma, młodszy brat i nauczycielka umiejętności społecznych – Jess. Ta ostatnia zostaje zamordowana, a pierwsze podejrzenia padają na uporządkowanego Jacoba. Tylko czy byłby on w stanie zabić swoją ukochaną przyjaciółkę? Oczywiście, matka nie wierzy w winę syna, dlatego wynajmuje adwokata i zaczyna batalię o dobre imię bezbronnego chłopca.
Jodi Picoult często skupia się na historiach ludzi z problemami. I tutaj mamy tego świetny przykład. Z jednej strony mamy Jacoba, z drugiej jego rodzinę – zaplątaną w chorobę, całkowicie od niej uzależnioną i całkowicie wobec niej bezbronną. Każdy praktycznie problem mamy pokazany z kilku punktów widzenia, co dodatkowo uwierzytelnia akcję i sprawia, że każdy znajdzie w niej coś o sobie i dla siebie.
W zasadzie ta książka pozostaje mi obojętna. Dobrze się ją czytało, szybko się ją czytało, ale tak naprawdę nie zapamiętałam z niej wiele. Praktycznie zapomniałam ją dość szybko. Czy dlatego, że była zbyt naiwna i zbyt łatwo się wszystko poukładało? Nie, bo nie poukładało się, a czytanie między wierszami sprawia, że wiemy, iż nic nie jest takie, jakie być powinno. Czy może dlatego, że było zbyt dużo wątków? Też nie, bo wcale ich aż tak dużo nie było. Może więc dlatego, że była taka podobna do pozostałych książek Picolult? Tak, chyba właśnie dlatego... Była chyba zbyt schematyczna i przewidywalna. Ale mimo to ciągle kolejne powieści Picoult czytamy i lubimy...
Anna Otlik
(anna.otlik@dlalejdis.pl)
J. Picoult, „W naszym domu”, Prószyński i S-ka, Warszawa 2011
Komentarze