Wojciech Młynarski kojarzy się najczęściej z tekstami piosenek. Według różnych szacunków spod jego pióra wyszło około 3000 tekstów śpiewanych przez samego autora, ale również przez gwiazdy polskiej sceny muzycznej. Jednak najbliżej mu było do rymowanych felietonów i skeczy, od których w zasadzie rozpoczynał swoją karierę. A zaczynał w teatrze studenckim i studenckim kabarecie w latach 60 - tych.
Zbiór "W Polskę idziemy" wyszedł już po jego śmierci i jest niejako uzupełnieniem twórczości Młynarskiego. Zebrano tu piosenki, felietony i życzenia, które mistrz polszczyzny napisał przez całe swoje życie. I choć zaczynamy lekturę od "Niedzieli na Głównym" z roku 1964, to najwięcej tekstów pochodzi z przełomu wieków. Może właśnie dlatego celne obserwacje Młynarskiego, mimo że scena polityczna nieustannie się zmienia, są nadal aktualne.
Kogo i co zatem wyśmiewa pan Wojciech? W jednym z tekstów podkreśla, że obiektywnie przybywa nam pięknych słów, ale nie są one głoszone przez odpowiednie „twarze”. Wraz z rozwojem komputeryzacji i dostępem do nowych, inteligentnych produktów, (bo przecież inteligentna jest nie tylko lodówka, ale i proszek do prania czy dania dietetyczne) świat cierpi na niedobór inteligentnych ludzi. W kolejnych felietonach przypomina, że polskie sondaże polityczne są mało warte, bo Polacy tak mają, że mogą kogoś głośno krytykować, podpierając się autorytetami, a za chwilę i tak zagłosują na postkomunistów. Dzisiaj, podobnie jak przed kilkunastu laty, gdy trend ten zaobserwował Młynarski, do polityki trafiają coraz bardziej przypadkowi ludzie, zaś sami wyborcy mamieni są obietnicami rzucanymi jak kiełbasa wyborcza. Brzmi to niezwykle znajomo.
Jednak oprócz celnych obserwacji polityki, Młynarski pisał także z potrzeby serca. Jego wiersze uświetniły m. in. 70. urodziny Kazimierza Górskiego czy 50-lecie Gustawa Holoubka. W zbiorze znalazły się także wierszowane życzenia na kolejne lata, gdy czasem kraj swój porównywał do zepsutego telewizora, w którym jest fonia, ale nie ma wizji. Natomiast na nowe Millennium życzył wszystkiego nowego, bo i czas był taki, że niemal każdy obiecywał sobie czegoś specjalnego po XXI wieku. Niektóre wiersze powstały pod wpływem jakichś zdarzeń. Tak właśnie mistrz docenił małe miasteczka, gdzie wszyscy wszystko wiedzą, w których jeszcze kilka lat temu brakowało drogowskazów. Pisał o osobach, które spotkał, o tych, którzy odeszli, ale byli ważni dla autora i o czasie przemian, w jakich przyszło mu żyć.
Dlaczego zatem warto ten zbiór przejrzeć? Choćby po to, aby przeczytać wiersze, które jeszcze kilka lat temu rozpalały do czerwoności każdą ze stron sceny politycznej, a teraz są dla czytelnika jak oczywista oczywistość. A „zamiast puenty mgła i pustka”, jak pisał jeszcze kilka lat temu.
Agnieszka Pogorzelska
(agnieszka.pogorzelska@dlalejdis.pl)
Wojciech Młynarski, W Polskę idziemy, Wydawnictwo Prószyński i S-ka, Warszawa 2018
Komentarze