Książki Stachuli towarzyszą mi od początku jej kariery. Pierwszą była „Idealna”, którą czytałam nawet na spacerze z psem i spóźniłam się przez nią do pracy. Potem pojawiła się „Trzecia”, która choć była całkiem niezła, to nie porwała mnie aż tak jak debiut autorki. Nie będę ukrywać, że gdy zobaczyłam okładkę „W pułapce” byłam podekscytowana. Czułam, że to będzie coś dobrego i nie pomyliłam się.
Klara to studentka, córka apodyktycznego ojca, teraz czerpiąca z życia pełnymi garściami. Lisa to Polka, która wychowała się w Niemczech. Jej rodzina jest wspierająca, materialnie też nigdy jej nic nie brakowało. Tych dwóch dziewczyn nie łączy ze sobą absolutnie nic, przynajmniej z pozoru, prócz zagadkowego porwania. Schemat napaści był ten sam. Obydwie kobiety odnalazły się dwa dni później, nie pamiętając kompletnie nic. Gdy Klara się o tym dowiaduje, postanawia znaleźć wspólny mianownik obu porwań, by odkryć, co działo się z nią, podczas gdy zaginęła.
Obydwie kobiety naprawdę wydaje się nie łączyć nic. Nie ma między nimi żadnego pokrewieństwa, wspólnych znajomych czy nawet zainteresowań. Dlaczego porywacz wybrał akurat je? I czy Klara nie musi się już go bać? Te pytania nie dają młodej dziewczynie spokoju, dlatego za namową ekscentrycznej przyjaciółki jadą aż do Berlina szukać odpowiedzi. Nie będzie to jednak tak proste jak się im wydawało.
Akcja „W pułapce” rozkręca się dość miarowo, by nie napisać powoli. Od samego początku spodobała mi się jednak narracja prowadzona z punktu widzenia trzech różnych bohaterów – w tym jednego nieznanego czytelnikowi aż do samego końca powieści. Operowanie kilkoma różnymi narracjami nie jest łatwe i za to duży plus dla Magdy Stachuli. Jednak jak to zazwyczaj bywa i tutaj zdecydowanie bardziej podoba mi się część książki idąca za losem jednej z bohaterek, bardziej niż drugiej. Historia z udziałem Klary była dla mnie zdecydowanie słabsza - od samej postaci począwszy, do tego jakie emocje wzbudzały jej przeżycia. Z entuzjazmem witałam strony opatrzone imieniem Lisy.
Lektura nowej powieści Stachuli jest naprawdę wciągająca, z pewnością można przeczytać jej książkę na jeden raz. Lekka narracja, płynne dialogi, nieoczekiwane zwroty akcji wyróżniają książki tej autorki. „W pułapce” odróżnia dodatkowo nietuzinkowy pomysł, to powieść pod znakiem bardzo oryginalnego i świeżego pomysłu. Magda Stachula to autorka, której warto się przyjrzeć. Jej powieści kryminalne zasługują na polecenie. Czytając nową powieść widać, że autorka staje się coraz lepsza – z niecierpliwością będę czekać na jej kolejne książki. Uwaga, Stachula uzależnia!
Joanna Złomańczuk
(joanna.zlomanczuk@dlalejdis.pl)
Magda Stachula, „W pułapce”, Wydawnictwo Znak, Kraków, 2018
Komentarze