to już przy końcowych rozdziałach odbiorca nie ma zupełnej ochoty na rozstanie z bohaterami opowieści.
Elvira Menédez stworzyła historię, której główną oś stanowi kolonizacja Nowego Świata w XVI wieku. Z rozkazu króla Hiszpanii na tereny odległego imperium wyruszyć ma specjalna ekspedycja, złożona z osiemdziesięciu kobiet, pochodzących z najbardziej znaczących rodów, której głównym celem jest chrystianizacja mieszkańców oraz zapobieżenie mieszania się krwi tubylców i kolonizatorów.
Dona Mencia, jedna z głównych postaci powieści, wyrusza na podbój Nowego Świata, jako wierna żona towarzysząca u boku swojego męża, nadrzędnego dowódcy wyprawy, oraz troskliwa opiekunka osiemdziesięciu dziewcząt. Młodych kobiet, które z nadzieją na poprawę własnego życia, decydują się na wyprawę do zupełnie obcego Nowego Świata, celem poślubienia bogatych i przystojnych mężczyzn.
Szybko okazuje się jednak, że wyprawa będąca w zamiarze symbolem nadziei i szczęścia, okazuje się niczym innym, jak wymagającą, trwającą ponad sześć lat podróżą, która pociągnie z sobą kilkadziesiąt ofiar, zmusi do nieustannej walki o przetrwanie, czy w końcu zmieni światopogląd wielu jej uczestników, szczególnie w zetknięciu z zupełnie obcą kulturą egzotycznego Nowego świata i jego osobliwych mieszkańców.
Pióro Elviry Menédez jest o tyle specyficzne, że nie sposób jest w miarę szybko oswoić się z jej stylem oraz sposobem kreacji świata. Do tego trzeba chwili niezbędnego czasu. Pierwsze strony „W sercu oceanu” to bowiem nic innego, jak swoista walka z rosnącą irytacją, która w zderzeniu z dość pobieżnym przedstawieniem przygód młodziutkiego Alonso, głównego bohatera powieści, czy mało klarownym i wiarygodnym portretem jego relacji z innymi ludźmi, stopniowo osiągała swoje apogeum. Na szczęście, gdy czytelnik dociera w końcu do głównego motywu całej historii, to może czerpać prawdziwą przyjemność z lektury.
Niezwykłe, momentami bardzo niebezpieczne przygody bohaterów, rozgrywające się w głównej mierze w otoczeniu wzburzonego i groźnego morza, w zestawieniu z obyczajowością typową dla XVI wieku, swoistą manierą ówczesnych kobiet i jej bardzo ograniczoną rolą w życiu codziennym, w sposób wyraźny oddziałuje na wyobraźnię czytelnika. Kobieta nie miała wówczas prawa głosu, nie mogła decydować o własnym losie, zmuszona była zawsze z pokorą podporządkowywać się woli ojca.
Odbiorca nie tyle otrzymuje do rąk historię przygodową, z wyraźnie zaakcentowanym wątkiem walki bohaterów o własne życie z niebezpiecznymi siłami natury, co właśnie przede wszystkim powieść historyczną, odmalowującą wiarygodnie XVI-wieczne obyczaje i kulturę. Przykład? Codzienna toaleta w świadomości ówczesnych ludzi kojarzona była z niestosownym, wręcz nieobyczajnym zachowaniem, którego należało się w miarę możliwości wystrzegać!
„W sercu oceanu” to bardzo dobra powieść historyczno-przygodowa, do której bezwarunkowo nie należy się zrażać po przeczytaniu pierwszych rozdziałów. Cała historia zyskuje dopiero wówczas, gdy czytelnik dociera do głównego wątku opowieści: pełnej nie tylko wyzwań i trudów, ale i niesamowitych przygód, wyprawy do Nowego Świata.
Joanna Jagieła
(joanna.jagiela@dlalejdis.pl)
Elvira Menédez, W sercu oceanu, Wołowiec, Czarne, 2016.
Komentarze