Piesze wędrówki po górach i spacery bujnymi lasami. Drzewa oliwne i lawenda rosnąca za domem. Takie życie wybrała Julia Blackburn.
Julia Blackburn, autorka książki „Życie zaczyna się we Włoszech” postanowiła porzucić swój typowo miejski dom w Anglii i rozpocząć nowe życie w Ligurii. Wystarczyła jedna wyprawa w góry, jedna noc pod gołym niebem, aby pokochała to miejsce i nie chciała z niego wyjeżdżać. Piękne krajobrazy w pełni rekompensują autorce mieszkanie na, zdawałoby się, końcu świata, wśród mieszkańców starszych od niej średnio o pół wieku. Zresztą, autorce wcale nie przeszkadza życie w dzikiej głuszy. Mimo dzielących lat, świetnie dogaduje się z tutejszą ludnością i blisko zaprzyjaźnia. Chętnie uczy się od nich języka włoskiego, słucha historii i poznaje obyczaje. Przeżywa razem z nimi osobiste dramaty i tragedie. Powoli staje się częścią lokalnej społeczności.
Książka „Życie zaczyna się we Włoszech” została podzielona na trzy części. Wędrówki po górach, trudno dostępne ścieżki, spanie pod gołym niebem i dzikie zwierzęta. Bliskość przyrody i życie w zgodzie z naturą. Piękne motyle, włochate gąsienice i czarne skorpiony. Tak mniej więcej można podsumować pierwszą część, zatytułowaną „Być tutaj”. Julia Blackburn z wielką precyzją opisuje otaczającą ją przyrodę, starając się jak najrzetelniej przekazać to, co jej samej było dane zobaczyć na własne oczy. Opisy bardzo mocno oddziaływają na wyobraźnię. Niemal czuje się zapach mchu, obrastającego szpiczaste kamienie i słyszy się śpiew kosa.
Druga część, „Wojna i kasztany”, powstała dzięki opowieściom ludzi, zamieszkujących dolinę. Julia Blackburn szybko zdobyła ich sympatię i zaufanie, dlatego staruszkowie z chęcią opowiadali jej o swoich przeżyciach z czasów drugiej wojny światowej, raczyli ją winem, spisywali wspomnienia na luźnych kartkach i ze zniecierpliwieniem czekali na moment przekazania. Opowiadali o swoim dzieciństwie, trudach życia jako mezzardi, czyli „półludzi”, zobowiązanych ciężko pracować na rzecz swojego padrone, czyli pana. Przypominali sobie o partyzantach pomieszkujących w lesie, dawnych kryjówkach i strachu przed faszystami.
Ostatnia część książki to relacja z pięciodniowej wyprawy Julii i jej męża Hermana w miejsca, o których tyle słyszeli od miejscowej ludności. Małżeństwo przedziera się przez dawno już zapomniane szlaki w poszukiwaniu starych, zapadłych domów, ruin i śladów dawnego życia.
„Życie zaczyna się we Włoszech” to pewien rodzaj dziennika, osobistych spostrzeżeń autorki, historii zaczerpniętych z życia mieszkańców Ligurii i ich refleksji. To jednak przede wszystkim zbiór niesamowitych opisów przyrody, dzięki którym na chwilę przenosimy się do północnych Włoch, słyszymy szum morza i krzywimy na myśl o widoku skorpiona na poduszce. Jest coś magicznego w tych opisach, coś, co sprawia, że nawet po kilkuset stronach nie nudzą się, a nawet przeciwnie, wciągają i mocno zapadają w pamięć. Pozwalają też znaleźć ukojenie, wyciszyć się i uspokoić myśli.
Z pewnością nie jest to książka dla osób lubiących szybką i wartką akcję. Nie znajdziecie tu niespodziewanych zwrotów fabuły lub zawiłych intryg. W zamian możecie jednak odbyć podróż do samego serca liguryjskich gór, przy okazji odrobinę przypominając sobie fakty z lekcji historii i geografii. Kto wie, może szczegółowe opisy rzeźby terenu zainspirują was do planowania kolejnych wakacji i zachęcą do wizyty we Włoszech?
Monika Krzysztanowicz
(monika.krzysztanowicz@dlalejdis.pl)
Julia Blackburn, „Życie zaczyna się we Włoszech”, Nasza Księgarnia 2012
Komentarze