Mogłoby się wydawać, że lubię tego typu książki – nieskomplikowane, łatwe w odbiorze, dodające trochę kolorytu i optymizmu w ciemne, zimowe wieczory. Niekoniecznie jednak tak jest. Choć, jak we wszystkim, są wyjątki. I do nich należy twórczość Pellegrino.
Cztery przyjaciółki - Rosie, Addolorata, Lou i Toni - podczas urlopu na Majorce, obiecują sobie, że, pomimo wszystko, za cztery lata spotkają się w tym samym składzie. U każdej z nich wiele się przez ten czas zmieniło, a jeszcze więcej zmieni się podczas włoskich wakacji. Szczególnie udany czas będzie to dla Rosie, która pozna przystojnego Enzo.
Tematyka „Wakacji w Italii” to przede wszystkim rodzina, miłość i lojalność widziana z kilku punktów widzenia. Mamy dwie włoskie rodziny i to wokół nich kręci się cała fabuła. Kręci się wokół relacji między jej członkami – tymi młodszymi i starszymi, wokół codziennych problemów i wokół pewnej zagadki, na której autorka buduje napięcie. A posiłki, kuchnia i rodzinne opowieści są małymi przerywnikami w głównej akcji, które – niestety – czasem robią się bardziej intrygujące, niż sama oś główna powieści.
Pellegrino to autorka, która nie za wiele wymaga od swojego czytelnika. Powiedziałabym nawet, że niczego oprócz samej umiejętności czytania, nie wymaga. Pisze książki niezwykle schematyczne i proste, ale za to sympatyczne i radosne. Jej prosty sposób na czytelnika, to połączenie słońca i beztroski, romansu i dobrej kuchni. I choć narracja powieści Pellegrino pozostawia trochę do życzenia, to całość czyta się dobrze i szybko. Ale, niestety, jest to książka z typu tych, o których równie szybko się zapomina.
„Wakacji w Italii” to kolejna powieść tej autorki, którą przeczytałam. Wszystkie są do siebie tak niesamowicie podobne, że zlewają się w jedno. I jedno wiem na pewno – następnej książki nie przeczytam.
Anna Otlik
(anna.otlik@dlalejdis.pl)
Nicky Pellegrino, „Wakacje w Italii”, Prószyński i S-ka, Warszawa 2012
Komentarze