Początkowo zdawało mi się, że opowieść kryjąca się pod nośnym ostatnimi czasy tytułem „Brzydula”, będzie kolejną wariacją na temat kanonu piękna. Nic jednak bardziej mylnego, bo choć jest to historia dziewczynki, której urody nie dostrzegała nawet matka, to zdecydowanie bardziej jest to historia niekochanego dziecka, które musiało całe życie walczyć o przetrwanie.
Dziś Constance Briscoe to dojrzała kobieta, adwokat, jedna z pierwszych czarnoskórych sędzin w Wielkiej Brytanii. Wiedzie doskonały byt, na który musiała ciężko zapracować od czternastego roku życia, kiedy to matka pozbawiła ją opieki należnej małoletniej córce.
Wstrząsająca relacja Constance na wiele dni wprowadziła w mej głowie zamęt. Jak to możliwe, jak do tego doszło, by matka bezkarnie torturowała psychicznie i fizycznie swe dziecko i nikt, ani spośród licznego rodzeństwa, ani z najbliższego otoczenia, nie pomógł dziewczynce? Matka, jako agresor, nie zaś jak to zazwyczaj bywa popędliwy ojciec. Matka, kobieta zdolna do zachowań, niemieszczących się w głowie normalnych osób, wychowuje jedenaścioro dzieci, z których większość żyje w strachu i cierpieniu. I nikt nic nie widzi, a ci, którzy mają podejrzenia, zrzucają ciężar tej wiedzy na innych, by oddalić od siebie odpowiedzialność.
Constance Briscoe nie chce wzbudzić w nas litości i zarobić na własnym nieszczęściu. Nie chce nawet prowokować debaty ogólnokrajowej na temat molestowania dzieci przez rodziców, bo jak sama twierdzi, państwo nie jest w stanie temu przeciwdziałać właściwie i takie historie jak jej, zawsze były i będą.
Autorka „Brzyduli” osiągnęła sukces samodzielnie, własnymi siłami. I to właśnie jest jej przesłanie. Bez względu na to, w jakich warunkach przyszło ci się urodzić i funkcjonować, twoja przyszłość zależy od twojej determinacji, silnej woli i wiary, że możesz być kimkolwiek, kim tylko zapragniesz. Nie zrzucaj winy na to, że rodzice cię nie kochali, że matka atakowała cię nożem, biła, kopała i wyzywała od brzydkich. Jeżeli będziesz mieć w sobie wystarczająco dużo siły, by nie zagubić własnej wartości, oraz chcieć zmienić własne życie i nie powielać patologii, z której się wywodzisz, wygrasz. Wygrasz życie bez strachu.
Lektura „Brzyduli” wstrząsnęła mną. Sprawiła, że odczuwałam ból. Constance Briscoe nie stosuje tanich chwytów i zabiegów, by stworzyć powieść, która przyprawi nas o dreszcze. Jej prostolinijność, szczerość jest tak dojmująca, że gdy pomyślimy sobie o tym, że to biografia, a nie fantazja autorki, żałujemy, że tak okrutny scenariusz napisało dla niej życie.
Ewa Podleśna-Ślusarczyk
(ewa.podlesna@dlalejdis.pl)
Constance Briscoe, „Brzydula. Historia niekochanej”, Bellona, Warszawa 2012
Komentarze