Aisling Juanjuan Shen – autorka książki „Serce tygrysicy” – to kobieta o nadzwyczajnej sile charakteru i odwadze. Z imponującą szczerością opowiedziała o swoich bardzo trudnych przeżyciach oraz decyzjach, niejednokrotnie kontrowersyjnych, jakie musiała podjąć, by pokonać wewnętrzne opory oraz moralność na wyboistej drodze po sukces. Bynajmniej jednak nie jest to historia bezwzględnej businesswoman, lecz dziewczyny, która pokonała własny lęk i opory, by zawalczyć o lepszy los, niż ten, jaki niechybnie by ją czekał, gdyby pozostała posłuszną wobec rad innych.
Fabuła tej powieści (bo mimo że osnuta została na kanwie prawdziwego życiorysu, to zdecydowanie można ją do tej kategorii zaliczyć), zawiera się w przeciągu kilkudziesięciu lat. Poznajemy Juanjuan (imię Aisling przybrała po przyjeździe do Stanów Zjednoczonych) jako małą, kilkuletnią dziewczynką, pracującą w pocie czoła na niewielkim poletku w rodzinnej wiosce Shen przy sianiu i zbiorach ryżu. Zapewne skończyłaby tak, jak większość członków jej rodziny, czyli z trudem wiążąca koniec z końcem analfabetka, do śmierci wykonująca wyniszczającą fizyczną pracę. Jednak los obdarzył ją inteligencją i to właśnie dzięki niej oraz wrodzonej ambicji, zdołała odmienić swój los. Nie zdradzę, co wydarzy się na intrygującej ścieżce życiowej tej dzielnej Chinki, bo warto samemu to okryć.
Zdumiewa mnie natomiast otwartość, z jaką pisarka dzieli się z czytelnikami wszelkimi swoimi doświadczeniami, najbardziej nawet intymnymi i wstydliwymi. Nie boi się wyznać, że dokonała aborcji (w nieludzkich i upokarzających warunkach), ani, że nie mając właściwie wyboru, zgodziła się na seks, żeby założyć firmę. Podczas lektury, przypomniały mi się słowa wypowiedziane przez Ernesta Hemingwaya (właściwie to jakie Woody Allen włożył w jego usta w swym filmie „O północy w Paryżu”) - „każda historia jest dobra, jeżeli jest w niej prawda”. W „Sercu tygrysicy” z całą pewnością ją odnajdziemy, przy czym trzeba pamiętać, że to dość brutalna, bezkompromisowa prawda. Taka, której z reguły nie chcemy znać, żeby nie zakłócać osobistego poczucia spokoju. Sama Shen wyznała: „często pisałam z płaczem, potem upijałam się mocnym alkoholem i łkałam jak dziecko. Wracanie bowiem do tych niezwykle bolesnych wspomnień było, jako „zrywanie kolejnych strupów” z rany. Proces ten okupiła ciężką depresją, ale pomogło jej to uporać się z własną przeszłością.
Polecam tę naprawdę interesującą książkę. Odnajdziemy w niej nie tylko fascynujący opis realnego bytu mieszkańców różnych części Chin – od wiejskich, rolniczych wiosek po wielkie metropolie takie, jak Szanghaj. Z drugiej strony pozycja ta może także stać się inspiracją dla realizacji naszych, wciąż odkładanych na tak zwane „lepsze czasy”, aspiracji i marzeń. To, czego możemy się nauczyć od tej niezwykłej „Tygrysicy”, to umiejętność pokonywania własnych ograniczeń i strachu. Muszę przyznać, że opowieść Aisling Juanjuan Shen poruszyła mnie dogłębnie.
Jowita Kubiak
(jowita.kubiak@dlalejdis.pl)
Aisling Juanjuan Shen „Serce tygrysicy”, Prószyński i S-ka, Warszawa 2012
Komentarze