W przypadku "Błękitnokrwistych" magnetyzujące spojrzenie szafirowych oczu w ciemnej oprawie momentalnie przyciąga wzrok. Okładka autorstwa Wojciecha Zwolińskiego połączona ze zdjęciem Davida Srerano robi naprawdę wyjątkowe wrażenie. Warto zatrzymać się na chwilę przy Wojciechu Zwolińskim, bowiem w jego fotograficznych obrazach za każdym razem urzeka mnie talent, do oddawania utrzymanych w klimacie fantasy zmysłowych, poetyckich, i tajemniczych aranżacji. Powierzenie okładki temu artyście uważam za naprawdę dobry wybór. Całe wydanie jest bardzo staranne, przejrzyste i dzięki dbałości o estetykę zasługuje na uznanie. Niestety byłoby ono o wiele większe, gdyby nie błędy redakcyjne, których jest co prawda niewiele, ale zwrócą uwagę uważnego czytelnika.
Już od pierwszych stron książki nie mogłam oprzeć się wrażeniu déja vu. Podobieństwa pomiędzy "Błękitnokrwistymi", a "Miastem Kości" Cassandry Clare są wręcz niewiarygodne. Akcja obydwu powieści toczy się w Nowym Yorku, gdzie wyalienowana dziewczyna i jej najlepszy przyjaciel czekają przed wejściem do modnego klubu, a tam na główną bohaterkę zwraca uwagę przystojny blondyn. Schuyler Van Alen podobnie do Clary Fray nie zna swojego ojca (który podobno nie żyje), a jej matka pogrążona jest w śpiączce. Ponadto jak łatwo było to przewidzieć, okazuje się, że jest kimś więcej niż tylko człowiekiem, o czym dowiaduje się w trudnym momencie dorastania, a przy okazji poznaje niecodzienną prawdę o swoim pochodzeniu i rodzinie. Jako ciekawostkę dodam, że w USA obydwie książki wydane zostały w tym samym dniu 27 marca 2007 roku. I na tym kończą się podobieństwa, a fabuła "Błękitnokrwistych" zaczyna toczyć się własnym torem.
Schuyler Van Alen to nieśmiała samotniczka, która swojemu oryginalnemu lekko gotyckiemu stylowi zawdzięcza miano szkolnej dziwaczki. Choć pochodzi z bardzo znanej i niegdyś zamożnej rodziny, nie narzeka na nadmiar pieniędzy, ubiera się w lumpeksach i mieszka ze swoją babką Cordelią w starym zaniedbanym domu. Wraz ze swoim najlepszym i jedynym przyjacielem Oliverem i zbuntowanym Dylanem uczęszczają do ekskluzywnej szkoły Duchesne, gdzie pośród bajecznie bogatych dzieci biznesmenów i polityków, uważani są za odmieńców i wyrzutków. Schuyler nie do końca pasuje do szkoły, w której dziewczyny noszą torebki Chanel, szoferzy podjeżdżają po uczniów Rolls-Royce'ami, a po godzinach młodzież spędza czas w najdroższych butikach i najmodniejszych klubach Nowego Yorku. Jednak czy tego chce czy nie chce, ona również przynależy do grupy wybrańców.
Do momentu kiedy na luksusowym świecie, w którym żyją nowojorskie nastolatki kładzie się cień tragicznej i przedwczesnej śmierci jednej z uczennic szkoły, życie panny Van Alen nie obfituje w nadzwyczajne wydarzenia. Wszystko zmieni się, kiedy zabójczo przystojny Jack Force, zwróci uwagę Schuyler na to, że to nie zwykły przypadek a morderstwo. Oficjalna wersja głosi, że powodem śmierci Aggie było przedawkowanie narkotyków, jednak sprawa staje się zupełnie nietypowa, kiedy okazuje się, że podobnie jak wielu uczniów Duchesne, zabita dziewczyna była dorastającym wampirem i choć teoretycznie nieśmiertelna, została całkowicie pozbawiona swojej błękitnej krwi. Rozpoczyna się polowanie na młode wampiry w tym również na Schuyler. Aby uratować siebie i swój gatunek bohaterka wraz z przyjaciółmi podejmie próbę rozwiązania niebezpiecznej zagadki.
Oprócz zmagania się ze sprawą, mamy tu też pierwsze miłości i zauroczenia. Niestety, jak to bywa z wampirami, nie będą to łatwe związki, bowiem Bliss, która zaczyna chodzić z Dylanem spotka się z wiele gorszymi przeciwnościami niż zła opinia chłopaka. Natomiast przystojny Jack, który podoba się Schuyler jest bratem bliźniakiem szkolnej gwiazdy, równie pięknej, co wrednej Mimi Force.
W pełni zgadzam się z wydawcą, który na odwrocie okładki głosi, że "Jeszcze nigdy w historii wampiry nie były tak modne". "Błękitnokrwiści" w książce Melissy De La Cruz, są modni aż do bólu. Z pewnością będzie to gratka dla miłośniczek mody i znawczyń marek, bowiem autorka bardzo dużą wagę przywiązała do garderoby swoich bohaterów. Niewiele z padających nazw przemawiało do mnie, a momentami wręcz irytowało, że do opisu każdego stroju niemalże dołączono metki z ceną, ale sądzę, że ten aspekt powieści znajdzie swoje zwolenniczki. Generalnie luksus jest motywem przewodnim w wampirzym świecie i jeśli wyobrażamy sobie czasem, co można robić z nadmiarem pieniędzy, Melissa De La Cruz rozłoży przed nami całkiem wiarygodny wachlarz możliwości.
Bardzo podobał mi się daleki od ideału obraz bogatych nastolatków. Autorka postanowiła pokazać ich niegrzecznymi w całej krasie, tak więc nie stronią od alkoholu, palą, przesiadują w nocnych klubach i są uświadomieni seksualnie. Melissa De La Cruz co prawda przełamała tabu, ale książka daleka jest od wulgarności, a pokazanie takiego oblicza złotej młodzieży nie tylko sprawia, że postacie są bardziej realne, ale także nadaje powieści charakteru.
Autorka ciekawie splotła losy wampirów z historią Ameryki, stąd znajdziemy tu nieco teorii spiskowej wyjaśniającej dzisiejszą potęgę tego kraju, a także dowiemy się dlaczego Nowy York jest miejscem tak wyjątkowym. Jeśli chodzi o samą teorię wampiryzmu i błekitnokrwistości, sadzę, że każdy sam musi przetrawić teorię o wampirach jako upadłych aniołach. Do mnie ona nie trafia.
Popularność nastoletnich wampirów, rośnie w oszałamiającym tempie i z pewnością szybko nie przeminie. "Błękitnokrwiści" to nieźle napisana, ciekawa książka, którą dobrze się czyta, niestety jest dosyć krótka. Ale tym, którzy czują niedosyt zdradzę, że czekają nas jeszcze cztery tomy. Jest to książka stworzona z myślą o nastoletnim czytelniku, także dorosłym polecam ją raczej jako dobry prezent, ale jeśli ktoś bardzo lubi wampiry, to czemu nie?
Aleksandra Buba
(aleksandra.buba@dlalejdis.pl)
Melissa De La Cruz, "Błękitnokrwiści", Wydawnictwo Jaguar 2010
Komentarze