że w dzisiejszych czasach dosłownie należy napisać przynajmniej jedną książkę z wampirami w roli głównej. Rekomendacja tak zacnych gazet sprawiła, że nie miałam oporów przed sięgnięciem po tę książkę. Melissa de la Cruz tym razem w jednej książce zawarła dwie: „Zbłąkany anioł” i „Krwawe walentynki”.
„Zbłąkany anioł” opowiada o perypetiach Schuyler i Jacka, którzy, ścigani przez mściwą Regentkę Mimi, usiłują uratować świat. Bohaterowie, niestety, nie wiedzą dokładnie, w jaki sposób, gdzie i przede wszystkim, przed kim będą tego świata bronić. W grę wchodzą błękitnokrwiste wampiry, czerwonokrwiści ludzie i niezidentyfikowane demony. Równolegle z przygodami Schuyler i Jacka poznajemy dokładniej Mimi i biurokratyczny świat wampirów. Z nieznanych sobie powodów bardziej polubiłam mściwą Regentkę, niż zakochanych w sobie głównych bohaterów. Być może dlatego, że ckliwa miłość między wampirami, którzy nie mogą ze sobą być, to dla mnie zbyt wiele.
„Krwawe walentynki” z kolei to trzy krótkie opowieści o miłości między wampirami, ludźmi i czarownicami. Chociaż miały one rzucić nowe światło na świat i dzieje wampirów, dla mnie mogłyby być odrębną książką.
Nie potrafię szczerze polecić lub przestrzec przed lekturą opowieści o „Błękitnokrwistych”. Ci, których tematyka związana z gryzieniem w szyję zafascynowała powinni po „Zbłąkanego anioła” sięgnąć bez ociągania. Ci zaś, którzy czują przesyt tego typu literaturą powinni przeczekać, bo jestem pewna, że za jakiś czas zmienią się trendy i nie będziemy już bombardowani wampiryzmem. Z jednej strony temat wampirów jest już tak oklepany, że nic nowego nie da się wymyślić, wiec w książce powtarzają się motywy, z którymi czytelnicy mogli zetknąć się już wcześniej. Z drugiej jednak, gdyby zapomnieć, że czytamy o wampirach, pojawia się naprawdę ciekawa książka przygodowa. Jeśli więc nie przeraża Was słowo „wampir”, spokojnie możecie zaryzykować.
Katarzyna Bereza
(katarzyna.bereza@dlalejdis.pl)
Melissa de la Cruz, „Zbłąkany anioł / Krwawe walentynki”, Wydawnictwo Jaguar 2011
Komentarze