„Wbrew sobie” – recenzja

Recenzja książki „Wbrew sobie”.
Życie wymyka się spod kontroli, a na pierwszym planie pojawia się wszystko to, co niechciane. Dlaczego jedni mają więcej, inni mniej? Czy przykład Eweliny Rajskiej pomoże nam znaleźć odpowiedź?

Biorąc pod uwagę grubość książki (756stron), kompletnie nie wiedziałam, czego się spodziewać. Rozbudowanej wielowątkowości? A może powszechnego lania wody? Dawno nie byłam tak mile zaskoczona. Oczekując wszystkiego na raz, łącznie z długimi opisami, nastawiałam się na niezbyt atrakcyjną lekturę. Było wręcz odwrotnie. Czytało się ją płynnie i lekko. Towarzyszyła w podróży mnie, a także mojej znajomej, która nieoczekiwanie zaangażowała się w perypetie Państwa Rajskich. My, Polacy bardzo często doceniamy to, co zagraniczne. Stosunkowo rzadko kupujemy książki polskich autorów. Uważam, że popełniamy błąd, ponieważ nie trzeba być amerykańską ikoną, aby napisać dobrą książkę. Przykładem jest tu Katarzyna Kołczewska, która zrobiła coś bardzo przyziemnego, a zarazem ciekawego i wciągającego. Każdy z nas zna typy postaci, które występują w tej książce. Każdy z nas był w sytuacji, w której jak się wali, to już wszystko. Wszyscy czujemy się czasem nierozumiani i wszyscy prędzej czy później staniemy na rozdrożu. Podczas czytania dzieje się coś, co w zasadzie nie zdarza się często. Zadajemy sobie pytania. Łapałam się na tym wielokrotnie. Zauważyłam, że również moja znajoma zadawała mi pytania typu „po której stronie stoisz?”. Wczuwając się w historię bohaterów, dokonywałyśmy wartościowania, angażowania i oceniania sytuacji. Jest to bardzo dużym plusem. Na tym polegać powinna prawdziwa literatura. Skłaniająca do przemyśleń i pobudzania wyobraźni. Co więcej, kiedy skończyłam książkę, okazało się, że na końcu są pytania do dyskusji! Niewiarygodne. Wszystko podsumowane jest również psychologiczną notką. Bo taka ta książka jest. Oddziaływująca na psychikę i uzmysławiająca problemy nas wszystkich.

Główni bohaterowie, pozbawieni możliwości posiadania dziecka, przeżywają wiele ciężkich chwil. Po czasie okazuje się, że taki problem byłby do przeżycia, gdyby nie te, kolejne. Choroby, tajemnice z przeszłości, problemy finansowe, samotność i brak kontroli. To, kim postacie są dziś, jest tylko składową tego, co działo się kiedyś. Tego, jak traktowali ich rodzice i w jakim stopniu byli dla nich ważni. W książce opowiedzianych jest wiele historii, jednak główny wątek cały czas jest dominujący. Tajemnice z przeszłości, nigdy nie stanowiły dla mnie większego problemu. Przeważnie domyślałam się co się wydarzyło. Teraz? Nie mogłam doczekać się kolejnych stron, aby wreszcie dowiedzieć się, o co chodzi! Zakończenie przygód Państwa Rajskich było dla mnie… puste. Oczekiwałam czegoś bardziej emocjonującego. Spodziewałam się nawet mokrych policzków. Nic takiego się nie wydarzyło, ale nie odbieram tego w negatywny sposób. Książka była zaskakująca i oddziaływująca na psychikę. Zakończenie też musiało takie być.

Nie chciałabym skwitować całej tej książki zdaniem podsumowującym. Chciałabym, aby moja recenzja nakłoniła do jej przeczytania. Pani Katarzyna Kołczewska zagościła na mojej półce po raz pierwszy, ale na pewno nie ostatni. Dobra książka, ciekawe historie, wiele nowości i dobrych pomysłów. Polecam książkę z całego serca i na pewno nie robię tego „wbrew sobie”.

Paula Purgał
(paula.purgal@dlalejdis.pl)

Katarzyna Kołczewska, Wbrew sobie, Prószyński, Warszawa 2015



Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat