Henrik Pettersson to żyjący na granicy prawa cwaniak, bez stałej pracy, ambicji i celu w życiu, ważne dla niego jest tylko to, żeby jakoś przeżyć od pierwszego do pierwszego nie napracować się przy tym i jeszcze dobrze się bawić. Z kolei policjantka Rebeca Normén to jego przeciwieństwo – zorganizowana w najdrobniejszych szczegółach, odpowiedzialna, obowiązkowa.
Ich wspólna historia zaczyna się w dniu, kiedy Henrik nazywany HP znajduje w pociągu tajemniczą komórkę. Telefon zaprasza HP do gry, a ten przyjmuje wyzwanie i wkrótce ze znaleziska, które można by dobrze sprzedać, komórka staje się jego największym skarbem. Poprzez telefon trafia bowiem do tajemniczego serwisu społecznościowego, którego użytkownicy filmują swoje chuligańskie wyczyny za punkty wymienialne na pieniądze. Jednak to nie łatwy zarobek uzależnia HP, a ambicja, żeby znaleźć się na pierwszym miejscu listy rankingowej w grupie – nie ważne za jaką cenę. Tymczasem pracująca w ochronie Rebeca ucieka od swoich wspomnień w pracę, ale nie może uciec od przeszłości ścigającej ją w postaci pełnych nienawiści notek, które znajduje w swojej służbowej szafce. Na domiar tego w Sztokholmie raz po raz zdarzają się incydenty o antyrządowym charakterze, które wreszcie dotykają bezpośrednio i jej.
Co łączy tą dwójkę? Kiedy ich losy się spotkają i co z tego wyniknie? Jaką rolę obydwoje odgrywają w grze? Tego dowiemy się tylko z samej książki Andersa de la Motte, a trzeba mu przyznać, że „[geim]” jest bardzo przyzwoitym kryminałem. Nie brak tu scen rodem z filmów sensacyjnych – niebezpieczeństw, wybuchów i pościgów, wątku spisku na światową skalę, zdolnych komputerowców, który tak, jak u Stiega Larsona szarymi eminencjami tego świata i oczywiście zagadki z przeszłości głównych bohaterów.
Książka Andersa de la Motte nie jest jednak bynajmniej tylko kryminałem. To ciekawy portret naszych czasów, w których telefonia komórkowa, internet, a wreszcie portale społecznościowe odgrywają olbrzymią rolę. „[geim]” zmusza do zastanowienia się nad tym, jak daleko można się posunąć, żeby zdobyć popularność? Ile znaczy dla nas poklask internetowego tłumu, którego nawet nigdy nie spotkaliśmy? A wreszcie czy nowe technologie rzeczywiście przynoszą nam same korzyści, czy przeciwnie sprawiają, że jeszcze łatwiej nami manipulować.
Wielkim plusem książki jest też sposób, w jaki Anders de la Motte stworzył swoje postacie, które są bardzo wiarygodne. Nie raz nieodpowiedzialność i egoizm HP doprowadzą czytelnika do wściekłości, a wahania Rebeki zaskoczą decyzją, która bohaterka podejmie, ale właśnie takie cechy czynią ich ludzkimi. Zapewne w trakcie pisania Anders de la Motte nie raz zaczerpnął ze swoich doświadczeń z policji czy ochrony, bo cała intryga jest naprawdę wiarygodna. Do listy plusów dochodzi jeszcze język, zwłaszcza kiedy narrację przejmuje HP przeplatający swoje myśli angielszczyzną, slangiem i cytatami z popkultury. Jest doskonałym odbiciem stylu komunikacji pokolenia Web 2.0.
Wszystko to sprawia, że książkę „[geim]” czyta się z przyjemnością i napięciem, bo nie sposób przewidzieć, jak skończy się niebezpieczna gra, w którą zaangażował się HP. A tytułowa gra, to tak naprawdę dopiero początek…
Aleksandra Buba
(aleksandra.buba@dlalejdis.pl)
Andres de la Motte, „[geim]”, Czarna Owca 2012
Komentarze