Nigdy nie zapomnę dreszczyku emocji w sobotnie wieczory, kiedy jako dziecko czekałam specjalnie do godziny jedenastej, żeby obejrzeć kolejny odcinek „Opowieści z krypty”. Uwielbiałam te makabryczne historyjki opowiadane przez wesołego szkieletora, czarne poczucie humoru i oczywiście niekoniecznie szczęśliwe, acz jakże umoralniające zakończenia. Nic dziwnego w tym, że od razu polubiłam Jake’a głównego bohatera „Łowcy czarownic”, który ze swoim zafiksowaniem na punkcie horrorów i fantastyki, wręcz przypomina mi niektórych moich znajomych z czasów, kiedy tak jak on miałam 15 lat.
Zawsze, kiedy czytam książki dla młodzieży, zastanawiam się, czy podobałyby mi się, gdybym czytała je w stosownym wieku? Nie wątpię, że z „Łowcą Czarownic” właśnie tak by było, chociaż ze słynnymi polowaniami na czarownice ma ona naprawdę niewiele wspólnego.
Główny bohater Jake nie jest wcale zwyczajnym nastolatkiem, a szkolnym dziwakiem, tak bardzo zanurzonym w swój własny świat horrorów i fantastyki, że nie do końca potrafi dogadać się z rówieśnikami. Na domiar tego rodzice chłopaka okazują się zbyt pochłonięci pracą w Instytucie, żeby spędzać z nim dużo czasu, a jego najlepszym przyjacielem jest bezdomny nastolatek Simon. Na całe szczęście w momencie, kiedy my poznajemy Jake’a, jego życie akurat przestaje być nudne i żałosne.
Teoretycznie jego przygoda zaczyna się dobrze, kiedy tajemniczy pan Qulip wybawia Jake’a od ataku miejscowego chuligana. Szybko jednak okazuje się, że tylko oszczędziła sobie chłopaka na później. Bo pan Qulip jest oczywiście czarownikiem, a żeby tego było mało należącym do sabatu niejakiego Crowdena, którzy marzy o tym, aby otworzyć bramy do piekieł i sprowadzić na świat wszystkie demony. Jak nietrudno się domyślić, chodzi tu o tytułowy świt demonów, a zapobiec tej katastrofie będzie musiał nie kto inny, a właśnie Jake. Po drodze nie zabraknie mu przygód, odkrywania tajemnic m. in. o swoich rodzicach i tajemniczym instytucie, w którym pracują, a także tego, kim jest on sam. Nie zabraknie przy tym krwawej walki i brawurowych ucieczek i zapewniam fabuła „Łowcy czarownic” z każdą stroną robi się coraz bardziej pogmatwana, a co jeszcze bardziej przemawia za ta książką, to jej zakończenie. Dla mnie dość zaskakujące, a wierzcie mi po przeczytaniu odpowiedniej ilości książek dla młodzieży, nie jest to wcale łatwe.
Książka, co lubię, nie jest przesadnie cukierkowa, ale można wybaczyć jej zawartą dawkę przemocy, bo w końcu bez prawdziwego niebezpieczeństwa nie ma prawdziwej przygody.
Aleksandra Buba
(aleksandra.buba@dlalejdis.pl)
Wiliam Hussey, „Łowca Czarownic. Świt Demonów”, Wydawnictwo Jaguar 2011
Komentarze