„Wcielone zło” - recenzja

Recenzja książki „Wcielone zło”.
„Czy jest tylko jedna formuła na życie” – nowa książka Karola Husaka „Wcielone zło” to opowieść, która skłania do wielu przemyśleń.

Marcin trafia za kratki za ciężkie pobicie mężczyzny. Gdy wychodzi na wolność, niespodziewanie to właśnie ten mężczyzna podaje mu pomocną dłoń. Zaczynają się spotykać, a Sam staje się dla Marcina trenerem, kimś w rodzaju przyjaciela i dużym oparciem. Marcin wraca do formy, startuje w zawodach i zaczyna dostrzegać w życiu cel oraz sens, których wcześniej mu brakowało. Sport staje się dla niego lekarstwem po trudnym czasie spędzonym za więziennymi kratami.

Jednak, jak to często bywa, życie nie jest kolorowe. W mieście dochodzi do brutalnych pobić —  ich ofiarami padają między innymi ksiądz oraz dyrektor szkoły. Dlaczego ktoś im to robi i jaki ma to związek z Marcinem oraz Samem?

Akcja książki rozgrywa się na kilku płaszczyznach czasowych. Muszę przyznać, że na początku miałam problem z odnalezieniem się w tej konstrukcji i poczułam lekkie zniechęcenie. W pewnym momencie jednak wszystko zaczęło układać się w jedną całość, a moje oczy szeroko otworzyły się ze zdumienia. Zrozumiałam, czemu służyły retrospekcje i dlaczego autor cofał się wraz ze mną do przeszłości bohaterów.

„Wcielone zło” to głębokie studium postaci i ludzkiego życia. Każdy z nas ma teoretycznie do odegrania określoną rolę: mężczyzna ma być silny i założyć rodzinę, młody człowiek powinien pójść na studia — długo można wymieniać. Bardzo trudno jednak wyrwać się z narzuconych ról społecznych. Konkluzja jest dość pesymistyczna: niemal nie da się od nich uciec. Jesteśmy wtłoczeni w trybik, a ktoś zawsze nami rządzi.

Autor pokazuje, dokąd może zaprowadzić dom pozbawiony miłości, jak ogromny wpływ mają na nas przeszłe doświadczenia i jak trwałe piętno potrafią odcisnąć. Książka liczy zaledwie 180 stron, ale zdecydowanie nie jest to lektura na jeden wieczór. Wymaga uważnego czytania i refleksji. Końcową scenę — list — czytałam kilka razy i miałam poczucie, że pod wieloma zdaniami sama mogłabym się podpisać.

Historia stworzona przez Karola Husaka nie daje prostych odpowiedzi i nie pozostawia czytelnika obojętnym. Zmusza do zatrzymania się, do spojrzenia na własne wybory i role, w które czasem wchodzimy bez zastanowienia. To lektura momentami niewygodna, ale właśnie przez to bardzo prawdziwa. Zostaje w głowie na długo po odłożeniu książki i prowokuje do zadania sobie pytania, czy naprawdę żyjemy według własnych zasad, czy tylko odtwarzamy scenariusz napisany przez innych.

Elżbieta Kaźmierowska

Karol Husak, „Wcielone zło”, Novae Res, Gdynia, 2025.



Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat