Marcin trafia za kratki za ciężkie pobicie mężczyzny. Gdy wychodzi na wolność, niespodziewanie to właśnie ten mężczyzna podaje mu pomocną dłoń. Zaczynają się spotykać, a Sam staje się dla Marcina trenerem, kimś w rodzaju przyjaciela i dużym oparciem. Marcin wraca do formy, startuje w zawodach i zaczyna dostrzegać w życiu cel oraz sens, których wcześniej mu brakowało. Sport staje się dla niego lekarstwem po trudnym czasie spędzonym za więziennymi kratami.
Jednak, jak to często bywa, życie nie jest kolorowe. W mieście dochodzi do brutalnych pobić — ich ofiarami padają między innymi ksiądz oraz dyrektor szkoły. Dlaczego ktoś im to robi i jaki ma to związek z Marcinem oraz Samem?
Akcja książki rozgrywa się na kilku płaszczyznach czasowych. Muszę przyznać, że na początku miałam problem z odnalezieniem się w tej konstrukcji i poczułam lekkie zniechęcenie. W pewnym momencie jednak wszystko zaczęło układać się w jedną całość, a moje oczy szeroko otworzyły się ze zdumienia. Zrozumiałam, czemu służyły retrospekcje i dlaczego autor cofał się wraz ze mną do przeszłości bohaterów.
„Wcielone zło” to głębokie studium postaci i ludzkiego życia. Każdy z nas ma teoretycznie do odegrania określoną rolę: mężczyzna ma być silny i założyć rodzinę, młody człowiek powinien pójść na studia — długo można wymieniać. Bardzo trudno jednak wyrwać się z narzuconych ról społecznych. Konkluzja jest dość pesymistyczna: niemal nie da się od nich uciec. Jesteśmy wtłoczeni w trybik, a ktoś zawsze nami rządzi.
Autor pokazuje, dokąd może zaprowadzić dom pozbawiony miłości, jak ogromny wpływ mają na nas przeszłe doświadczenia i jak trwałe piętno potrafią odcisnąć. Książka liczy zaledwie 180 stron, ale zdecydowanie nie jest to lektura na jeden wieczór. Wymaga uważnego czytania i refleksji. Końcową scenę — list — czytałam kilka razy i miałam poczucie, że pod wieloma zdaniami sama mogłabym się podpisać.
Historia stworzona przez Karola Husaka nie daje prostych odpowiedzi i nie pozostawia czytelnika obojętnym. Zmusza do zatrzymania się, do spojrzenia na własne wybory i role, w które czasem wchodzimy bez zastanowienia. To lektura momentami niewygodna, ale właśnie przez to bardzo prawdziwa. Zostaje w głowie na długo po odłożeniu książki i prowokuje do zadania sobie pytania, czy naprawdę żyjemy według własnych zasad, czy tylko odtwarzamy scenariusz napisany przez innych.
Elżbieta Kaźmierowska
Karol Husak, „Wcielone zło”, Novae Res, Gdynia, 2025.
Komentarze