Claire i Mark Evans są małżeństwem z dwudziestoletnim stażem. On jest odnoszącym sukcesy pisarzem o politycznym ambicjach, ona spełnia się w roli gospodyni domowej, szczególną przyjemność czerpiąc z pielęgnacji ich ogromnego ogrodu. Wydaje się, że mają wszelkie powody, by być szczęśliwi, o ile tylko nie zapomną napisać o tym notki w swym elektronicznym pamiętniku. W świecie wykreowanym przez Felicię Yap zaburzone jest przejście pamięci krótkotrwałej w długotrwałą. Claire jako monoska jest w stanie zapamiętać tylko jeden dzień wstecz, Mark jako członek uprzywilejowanej klasy duosów otrzymał w genach zdolność zakodowania wydarzeń sprzed dwóch dni. Po upływie tego okresu wszystko, czego nie zdążą lub też nie będą chcieli zapisać w swoim iDiary (bardzo subtelna reklama Apple’a), po prostu znika. Możliwość wyboru faktów, jakie zechcą zachować na później, stworzy poważne ryzyko nadużyć, gdy rzeka wyrzuci na brzeg ciało kobiety w niejasny sposób powiązanej z panem Evansem.
Społeczeństwo podzielone według kryterium czasu i zgromadzonych w jego trakcie informacji, jakie nasz umysł jest w stanie przetworzyć, to dla wielu dość przybijająca wizja. Monosi nie zrobili przecież nic, za co powinni zostać ukarani uznaniem za obywateli drugiej kategorii, na dodatek wykonującymi gorzej opłacane zawody. Z drugiej strony warto sobie postawić pytanie, czy nasz świat jest w 100% pozbawiony niesprawiedliwości wywołanych wrodzonymi cechami? Czy nie byłoby to lepsze rozwiązanie dla ludzi, którzy przeszli w dzieciństwie traumę kładącą się cieniem na ich dalszym funkcjonowaniu, cierpią na uciążliwe i bolesne choroby fizyczne bądź psychiczne, czy chociażby „tylko” non stop narzekają, że każdy tydzień, miesiąc i rok wygląda tak samo? Czy nie byłoby przyjemnie móc pożegnać raz na zawsze sytuacje, w których zrobiliśmy z siebie przysłowiowego głupka, a nasz mózg z uporem maniaka nie daje nam o nich zapomnieć dziesiątki lat później? Czy jednak da się żyć, nie znając do końca swej przeszłości?
Trudno jednoznacznie określić czy świat przedstawiony w „Wczoraj” jest utopią, antyutopią, czy dystopią, tym bardziej, że autorka nie wydaje się poświęcać temu zagadnieniu wystarczająco dużo miejsca. Szkoda, ponieważ w moim przypadku był to główny powód sięgnięcia po tę pozycję i nawet w okrojonej wersji jej największa zaleta. Położenie silniejszego nacisku na społeczne konsekwencje podziałów (stwierdzenie, że monosi są uważani za gorszych i mniej inteligentnych to za mało) zamiast skupienia się na coraz bardziej absurdalnej i pogrzebanej kompletnie w przedostatnim rozdziale intrydze, zdecydowanie wyszłoby książce Felicii Yap na korzyść. Na płaszczyźnie czysto kryminalnej rozwiązania fabularne są wyjątkowo przewidywalne i naprawdę męczące jest czekanie, aż bohaterowie dojdą do punktu, w którym czytający był 100 stron wcześniej. Na domiar złego czytelnik musi jeszcze znosić wynurzenia jednej z najbardziej wulgarnych i odrzucających postaci kobiecych, jakie kiedykolwiek spotkałam na kartach powieści.
Podsumowując, skłaniająca do przemyśleń, interesująca, jak i przerażająca wizja rzeczywistości, w której ludzie gromadzą wspomnienia w elektronicznych dziennikach, okazała się jedynym elementem ratującym „Wczoraj” w moich oczach.
Izabela Fidut
(izabela.fidut@dlalejdis.pl)
Felicia Yap, „Wczoraj”, Warszawa, Grupa Wydawnicza Foksal, 2018 r.
Komentarze