„Wejść tam nie można” – recenzja

Recenzja książki „Wejść tam nie można”.
Dobrze, że są książki, z których część zysków ze sprzedaży przekazuje się fundacjom.

Jedną z nich jest „Wejść tam nie można” – wznowienie książki Ewy Błaszczyk i Krystyny Strączek. Jeśli czytaliście poprzednie wydanie, tak czy inaczej warto przeczytać też nowe, bo jest ono uaktualnione o nowe informacje, nowe słowa i nowe wydarzenia, te z 2015 roku.

Ewa Błaszczyk to zawodowa aktorka i wokalistka, a także założycielka Fundacji „Akogo?” i pomysłodawczyni Kliniki Budzik. Przede wszystkim jednak to osoba, dzięki której we wspomnianej wyżej warszawskiej klinice dzieją się cuda. To też osoba, od której należałoby uczyć się pokory i cierpliwości, systematyczności, wytrwałości, odwagi, chęci pomagania innym, poświęcenia i miłości, choć nikt chyba nie chciałby znaleźć się w jej sytuacji. Takie wnioski wyciągnęłam z lektury „Wejść tam nie można”.

To książka, w której czytamy o życiu Ewy Błaszczyk, czy to w jej wypowiedziach, czy we fragmentach pisanych przez współautorkę. Poznajemy jej młodość, jej związki z mężczyznami, przede wszystkim z Jackiem Janczarskim, z którym ma dwie córki: Manię i Olę. Uśmiechniętą buzię Oli może kojarzyć mnóstwo osób – jej podobizna widnieje w logo fundacji Akogo?. W książce poznajemy życie aktorki przed feralnym dniem, kiedy Ola zakrztusiła się tabletką, w wyniku czego zapadła w śpiączkę, w której pozostaje do dziś, oraz życie po tym dniu – pełne wyrzeczeń, walczenia o swoje, nadziei, stuprocentowego poświęcenia się rehabilitacji Oli, ale też pomagania innym dzieciom w podobnej sytuacji.

Napisałam wyżej, że dzięki Ewie Błaszczyk dzieją się cuda. Książka „Wejść tam nie można” też jest takim małym cudem, bo dzięki niej zapoznałam się z tematem śpiączki i ponownie dostrzegam ogrom dobra, jaki może wyjść z jednego człowieka! Gdyby nie wytrwałość pani Błaszczyk, śmiem nawet twierdzić, że gdyby nie nastąpił ten tragiczny dzień z tabletką, sytuacja polskich dzieci pozostających w śpiączce byłaby dużo gorsza. W Klinice Budzik wciąż budzą się ze śpiączki kolejne dzieci. Sama myśl o tym, jakiej radości doświadczają rodzice dziecka, które „spało” przez wiele miesięcy i zaczyna się wybudzać, przyprawia mnie o wzruszenie.

To publikacja bardzo motywująca i paradoksalnie – ma według mnie radosne przesłanie. ZAWSZE jest nadzieja. Nadzieja umiera ostatnia. Jeśli myślisz, że coś jest niemożliwe, że znajdujesz się w totalnym dnie, weź przestań! Przestań i zacznij działać, bo nikt tego nie zrobi za ciebie. Może być trudno, trafiają się fatalne dni, ba, miesiące… Ewa Błaszczyk wielokrotnie w książce powtarza, że ma nadzieję, iż na końcu znajdzie sens tego, co robi, choć kryzys dopada ją nie raz. Takimi ludźmi powinniśmy się otaczać i brać z nich przykład.

Mocno polecam tę książkę. Nie tylko wesprzecie fundację Akogo?, ale też dowiecie się mnóstwo o działaniu fundacji, o (tak, tak) problemach z NFZ, o trudzie rehabilitacji i życia codziennego dziecka w śpiączce. Najważniejsze jednak, że każdy czytelnik choć w niewielkim stopniu po przeczytaniu tej książki pojmie, czym jest istota miłości.

Hanna Kwaśna
(hanna.kwasna@dlalejdis.pl)

Ewa Błaszczyk, Krystyna Strączek „Wejść tam nie można”, Znak 2016



Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat