Życie na wsi przestaje toczyć się zgodnie z rytmem natury, zostaje zachwiana równowaga i spokój, winnice umierają, ludzie znikają bez śladu. Czuć zapach palonego i bombardowanego Berlina, a po kątach snuje się rozpacz po utracie bliskich. Marta Neumann, właścicielka gospodarstwa i winnic, próbuje ogarnąć wojenną rzeczywistość i utrzymać spuściznę po przodkach oraz wychować dobrze córkę i żyć zgodnie z przykazaniami bożymi. Nie jest to jednak takie proste, gdy mąż nie podziela miłości do wiejskiego trybu życia, tylko do partyjnego stylu bycia, dotkliwy staje się brak rąk do pracy, a ukochana kuzynka trafia do obozu - piekła na ziemi. Sąsiad na sąsiada spogląda podejrzliwie, rodzą się domysły, które odbierają życie. I w tym wszystkim trzeba starać się żyć normalnie…
Niezwykle udany debiut - brakuje niedociągnięć, przy tym cieszy lekkość pióra i zgrabne dialogi. Akcja prowadzona jest z namysłem, bez pośpiechu i wręcz jestem zdumiona z jaką dokładnością i detalami została stworzona fabuła opierająca się na prawdziwych zdarzeniach. Tym bardziej, że rzadko spotykane w naszej literaturze jest ujęcie oblicza drugiej wojny z perspektywy niemieckich obywateli. Dla nas niektóre informacje są ciągle szokujące: ołtarzyki ku czci Hitlera, przedstawienia ukazujące Żydów jako przestępców i morderców, ślepe oddanie i wiara w faszystowską ideologię młodych ludzi popierana przez rodziców i bliskich. Umiejętność fałszowania rzeczywistości, która uwierając swoją okropnością zrzucana jest na barki innych narodowości bądź na kłamstwo.
Może to chowanie głowy w piasek sprawiło, że główne kobiece postacie jakoś nieszczególnie przypadły mi do gustu. Zbyt oschłe, samolubne, okute kajdanami z prowizorycznej przyzwoitości. Moim zdaniem wkradł się mimochodem w ich charakteryzację stereotyp, nasze wyobrażenie o niemieckim obywatelu. Bo Jankę, polską kuzynkę Marty, nie sposób od samo początku nie lubić za jej żywiołowość i uczuciowość.
Dlatego też "Wenedyjska winnica. Cierpkie grona" to opowieść o determinacji, miłości, historii i o rodzinie w czasach wojennej zawieruchy. Przejmująca historia, o której nie można zapomnieć… Bo wciąż przeraża mnie ta okrutność i obezwładnia bezradność; bo co pisać, gdy w imię bezsensownych wartości mordowane były dzieci, a człowieczeństwo obróciło się w nicość? Zofia Mąkosa niezwykle dobrze ujęła istotę przemiany ludzi w bestie.
Sandra Kortas-Dorsz
(sandra.kortas@dlalejdis.pl)
„Wenedyjska winnica. Cierpkie grona", Zofia Mąkosa, Wydawnictwo Książnica, Wrocław 2018
Komentarze