„Weź mnie za rękę” – recenzja

Recenzja książki „Weź mnie za rękę”.
Porzucenie przez matkę sprawiło, że dwie siostry zupełnie się od siebie oddaliły. Czy teraz śmierć jednej z nich można uznać za samobójstwo, wynik szaleństwa, czy może chodzi o coś więcej…?

Dwie siostry, Helen i Charlie, we wczesnym dzieciństwie przeżyły koszmar porzucenia przez matkę i stopniowe staczanie się ojca w przepaść alkoholizmu. W czasie, gdy jedna z nich starała się za wszelką cenę przystosować do nowej sytuacji i dać sobie szansę na zdrowy start, druga buntowała się i w tajemniczym zniknięciu matki widziała raczej podejrzaną tragedię niż egoistyczny wybryk. Po wielu latach siostry nie utrzymywały ze sobą kontaktu, obracając się w zupełnie różnych światach. W końcu do Helen dociera wiadomość, że jej siostra została znaleziona martwa przy wieżowcu, w którym mieszkała. Policja szybko stwierdza samobójstwo, jednakże do Helen wciąż docierają sygnały, że siostra nie odebrała sobie życia sama. W ten sposób rozpoczyna się podążanie jej śladami, niebezpiecznie zbliżające się do granic obłędu Charlie, dotyczącego misji odnalezienia matki.

Pierwszy epitet, który przychodzi mi na myśl po skończeniu czytania książki Tove Alsterdal to „depresyjna”. Książka jest niezwykle mroczna i momentami bardzo smutna, co sprawia, że jednocześnie ciężko się ją czyta – mimo lekkiego języka, jakim posługuje się pisarka. Wstęp jest bardzo mocny, bo już wtedy nie mamy okazji zbyt długo obcować z Charlie, która po kilku stronach umiera w tajemniczych okolicznościach. Jeśli chcieć by narysować obraz związany z akcją książki, to wykorzystane kolory nie wychodziłyby – prócz czerwieni – poza skalę szarości. Przez to, choć książka sama w sobie jest dość porywająca, możemy odczuwać nieprzyjemną ciężkość podczas lektury.

Książka ma naprawdę wiele zalet. Akcja nie rozwija się długo – praktycznie od razu czytelnik rzucony jest w wir zdarzeń; szkoda tylko, że nie przekłada się to na ich wielość w późniejszym etapie, kiedy momentami odczuwamy zwykłą nudę. Wątków jest sporo, co ma swoje plusy i minusy; momentami możemy odnieść wrażenie, że jest ich tak dużo przy jednocześnie dość skąpej akcji, że czujemy się przytłoczeni. To powoduje znów, że nie jesteśmy w stanie pochłaniać tej książki „dużymi kęsami”, a musimy dzielić ją na mniejsze części podczas czytania. Zaletą jednak jest dwutorowość akcji – mamy to, co dzieje się obecnie, po śmierci Charlie, a także wcześniej zdarzenia z czasów, kiedy matka sióstr zniknęła w bajkowym Buenos Aires.

Wszystkie wątki są dokładnie zamknięte, dzięki czemu możemy liczyć na rozwiązanie wszystkich problemów, o których czytamy. Z jednej strony autorka nie pozostawia zbyt wiele miejsca na nasze domysły, z drugiej jednak rzetelnie informuje nas o tym, co chcielibyśmy wiedzieć. I choć książka nie przypomina klasycznego szwedzkiego kryminału, to jednak wciąga i jest interesująca dla wymagającego czytelnika. Zakończenie albo pokochamy, albo znienawidzimy – ja osobiście odczułam przede wszystkim niedosyt, ale o tym musicie przekonać się już sami.

Paulina Grzybowska
(paulina.grzybowska@dlalejdis.pl)

Tove Alsterdal, „Weź mnie za rękę”, Warszawa, wyd. AKURAT, 2016.



Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat