Sięgając po „Wiarę” Anny Kańtoch, żywiłam nadzieję, że ta historia mi się spodoba. Choć do tej pory nie było okazji poznać pióra autorki, miałam silne przeczucie, że to lektura dla mnie. Oczywiście, duże znaczenie miał tu opis wydawcy oraz oszczędna w przekazie i enigmatyczna okładka. Z początku trudno było mi znaleźć punkty styczne między nią i opisem powieści. Teraz, już po lekturze książki, widzę, że elementy te idealnie się uzupełniają, co więcej, razem silnie oddziałują na wyobraźnię czytelnika, zapowiadając pełne emocji wydarzenia.
Akcja powieści dzieje się latem 1986 roku w Rokitnicy, niewielkiej miejscowości na Śląsku, gdzie dochodzi do niewyjaśnionego morderstwa. Na torach zostaje znalezione ciało młodej kobiety, przyjezdnej, o której nikt nic nie wie.
Ale czy na pewno?
Mieszkańcy wioski nabierają wody w usta i nie chcą mówić, nie tylko na ten temat, ale również o dramatycznych wydarzeniach mających miejsce na tym terenie w latach 60. XX wieku. Czy te zbrodnie łączy coś ze sobą?
Akcja powieści rozwija się niespiesznie, a pytań z biegiem czasu, zamiast ubywać, wciąż przybywa.
Ogromnie podoba mi się realizm tej historii. Autorka w wyraźny sposób zwraca uwagę nie tylko na piękne strony życia, ale również na te brzydsze, które na równi z tymi pierwszymi tworzą wykreowany przez nią świat. Bohaterowie nie są wolni od wad i grzechów, a codzienność budują odchody zwierząt, a nawet zdechła za meblami mysz. Elementy zupełnie naturalne w wiejskim środowisku, zwłaszcza w okresie, do którego przenosimy się w powieści. Nie odniosłam wrażenia, by coś było tutaj sztuczne czy nie na miejscu. Autorka wiernie odzwierciedla rzeczywistość lat 60. i 80. XX wieku.
Na tym tle przedstawia bohaterów, z których każdy zdaje się skrywać swoje tajemnice, dlatego tak trudno nam wskazać sprawcę przestępstwa. A ten od samego początku bierze udział w rozgrywających się wydarzeniach, nie wyskakuje niczym filip z konopi, jak to bywa w niektórych książkach. Autorka podsuwa nam mylne tropy, przez co do samego końca nie mamy pewności, kto zabił.
Długo zastanawiałam się, jak do wskazanego opisu ma się tytuł. Z początku wydawał mi się on nie do końca trafiony. Dopiero finał ukazał jego zasadność i odkrył głębię. Właśnie wtedy uzmysłowiłam sobie, że wątek ten przez cały czas był obecny w książce, tylko ja, pochłonięta tropieniem przestępcy, okazałam się ślepa na pewne sygnały. Zresztą również prowadzący śledztwo dopiero po czasie uzmysłowił sobie niektóre fakty. To świetnie skonstruowana opowieść, o której wciąż myślę, mimo że od jej przeczytania minęło już trochę czasu. Początkowo było mi bardzo trudno zebrać myśli, potrzebowałam chwili, by ochłonąć i poukładać sobie wszystko w głowie. Serdecznie polecam!
Katarzyna Jabłońska
Anna Kańtoch, „Wiara”, Wydawnictwo Marginesy, 2025.
Komentarze