„Widmo przeszłości” – recenzja

Recenzja książki „Widmo przeszłości”.
Książka, która wywołała we mnie więcej sprzecznych emocji, niż się spodziewałam.

„Widmo przeszłości” to debiut Anety Kisielewskiej i właśnie dlatego po tę książkę sięgnęłam. Byłam ciekawa nowego nazwiska na polskiej scenie książkowego kryminału, miałam ochotę na coś nowego, co być może (nawet jeśli będzie w klasycznej konwencji gatunku) przełamie trochę schematy. Jednak to, co otrzymałam, mocno mnie zaskoczyło.

Mieliście kiedyś tak, że czytając jakąś książkę, złapaliście się na tym, że przeżywacie czytelnicze déjà vu? Że skądś znacie tę historię, że (choć to wydaje się niemożliwe) dokładnie jesteście w stanie przewidzieć, co wydarzy się za chwilę? Ja miałam, gdy sięgnęłam po „Widmo przeszłości”. Na początku próbowałam zbagatelizować to uczucie, później mocno mnie ono zaniepokoiło. Przypomniało mi się, że czytałam książkę, której fabuła rozpoczyna się bardzo, bardzo podobnie...

„No time for goodbye” Linwooda Barclay'a (w Polsce wydana pod tytułem „Bez śladu”) opowiada historię czternastolatki, która pewnego dnia budzi się w pustym domu. Jej rodzice i starszy brat znikają. Nikt nie wie, co się z nimi stało, śledztwo utyka w martwym punkcie. Wiele lat później Cynthia założyła już własną rodzinę (ma męża i synka) i w dalszym ciągu próbuje uporać się z traumą niewyjaśnionego opuszczenia przez najbliższych. A później pojawia się coś, co każe jej przypuszczać, że być może jej rodzina wcale nie rozpłynęła się w powietrzu, tylko żyje i jest całkiem blisko. Bliscy obawiają się, że Cynthia, tak bardzo skupiona na przeszłości, zaczęła tracić zmysły...

„Widmo przeszłości” zaczyna się tak: Klara ma szesnaście lat, gdy pewnego dnia budzi się i nie zastaje swojej rodziny w domu. Znikają jej rodzice i młodsza siostra. Klara nie rozumie, co się stało, gdzie podziali się jej najbliżsi. Zupełnie, jakby rozpłynęli się w powietrzu. Wiele lat później, Klara ma już własną rodzinę – męża i córeczkę, wciąż jednak prześladują ją wydarzenia z przeszłości. Aż pewnego dnia dzieje się coś, co zaburza jej kruchy spokój. Czy jej rodzina żyje, czy to tylko umysł podpowiada jej niestworzone scenariusze?

Po takim początku zrobiłam coś, co nie zdarzyło mi się jeszcze nigdy. Pamiętałam (mimo że czytałam ją już kilka ładnych lat temu), jak zakończyła się książka Linwooda Barclay'a. Przekartkowałam więc „Widmo przeszłości” do kilkunastu ostatnich stron. Czy zepsułam sobie tym samym przyjemność z lektury? Tak, ale przekonałam się, że mimo tego niesamowicie zbieżnego początku, historia opowiedziana przez Anetę Kisielewską podążyła w innym kierunku.

Uczciwie powiem, że nie wiem, jak ocenić tę książkę. Czytało się ją nieźle, ale nie wciągnęła mnie ta historia (po sytuacji z podobieństwem do innej lektury nie potrafiłam już na nowo zaangażować się w historię Klary). Nie powiedziałabym, że jest to wybitnie mocny thriller. Brakowało mi w nim wzrastającego poczucia napięcia, poruszał jednak całkiem ciekawe wątki obyczajowe, którym z chęcią przyjrzałabym się bliżej, gdyby zostały rozwinięte. Być może, gdybym po książkę Anety Kisielewskiej sięgnęła jako pierwszą, doceniłabym bardziej pomysł na zawiązanie fabuły.

Wiem, że w literaturze (podobnie jak w muzyce) ciężko wymyślić coś zupełnie nowego. Motywy, schematy fabularne, klasyczne rozwiązania się powtarzają. Tym razem podobieństwa okazały się dla mnie zbyt silne, bym mogła w swojej głowie potraktować tę książkę jako osobne doświadczenie czytelnicze. Jedno wiem na pewno: jeśli czytaliście jedną z tych powieści (Anety Kisielewskiej lub Linwooda Barclay'a), to chyba nie warto już sięgać po tę drugą.

AP
(biuro@dlalejdis.pl)

Aneta Kisielewska, „Widmo przeszłości”, Wydawnictwo Zysk i S-ka, Poznań, 2024.



Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat