„Więcej upiornych opowieści po zmroku” - recenzja

Recenzja książki „Więcej upiornych opowieści po zmroku”.
Czy stare straszne opowieści wciąż potrafią porządnie straszyć?

Horrory i straszne historie lubię odkąd pamiętam. Nie należę do osób zbyt strachliwych, więc bywam w ich kwestii dość wybredna i krytyczna. Jako że dość głośno mówiło się o powiązanym z tą książką filmie, zainteresowałam się nią. O tyle bardziej, że to wydanie ilustrowane.

Alvin Schwartz stworzył w 1984 roku kolejny tom mrocznych historii, mających ponoć puenty wywołujące niepokój i ciarki. Zmarli powracający z grobów, duchy i przerażające postacie – co, i czy w ogóle, wystraszy nas tym razem? Nowe wydanie, nowe strachy?

Na początku pozwolę sobie omówić właśnie samo wydanie, formę, ponieważ to częściowo za ich sprawą książką się zainteresowałam. Rozmaite straszne opowieści zebrane przez Alvina Schwartza zostały zilustrowane przez Stephena Gammella i należą mu się za to owacje na stojąco. Mroczne, czarno-białe szkice budzą lęk i grozę. Przyciągają wzrok, niektóre wydają się tajemnicze, mają głębię i… czasem budzą większy niepokój niż same opowiadania. Co więcej, świetnie je obrazują. Czego nie dostałam od krótkiej, nieraz zdawkowej treści, wynagrodziły mi ją obrazki. I właśnie… tekst. Wydanie wydaje mi się rozstrzelone, czcionkę dano sporą… i w zasadzie dzięki temu liczy to „aż” sto parę stron. Same opowieści bowiem są bardzo krótkie, napisane prostym językiem. Przypomina to trochę popularne w internecie creepy pasty na różnych blogach, co nie jest zaletą. Z drugiej strony, to właśnie proste słownictwo czasem „lepiej zaskakuje” w tego typu pracach.

W zbiorze znalazło się wiele naprawdę różnych historii: od klasyki typu wypadek na drodze, przez wędrówki po cmentarzach, gonitwę żywych trupów oraz statki widmo po zwierzęce i „spożywcze” motywy. Niektóre wydawały mi się banalne, do bólu oklepane, toteż aż zwątpiłam w sens wznawiania takiego zbioru, inne… rzeczywiście pewien dreszczyk wywołały. Czasami udało się autorowi wzbudzić ten spodziewany, leciutki strach. Taki, przy którym pojawia się uśmiech na twarzy. O ile początkowo byłam bardzo sceptyczna, tak po paru „historyjkach na dobranoc” bardziej się wciągnęłam. Przyszło mi do głowy, że może jednak jest sens takich wydań. Choćby dla osób, które nie surfują po internecie w poszukiwaniu blogów ze strasznymi opowiadaniami, a chcą parę takich niewymagających sobie przeczytać.

Mimo rady autora, żeby czytać za dnia, a potem błyszczeć wśród znajomych bogatym zasobem przerażających opowieści, raczej się to nie sprawdzi. Są to bowiem opowieści „stare jak świat”, ale w pewien sposób klasyczne. Może nie specjalnie straszące, ale odwołujące się do podwalin horroru. Zdecydowanie można poświęcić parę chwil na przeczytanie tego, ale raczej nie ma co liczyć, że trafimy na coś nowego lub strasznego. Chyba że wystarczą nam genialne ilustracje. Choćby dla nich warto „Więcej upiornych opowieści po zmroku” przejrzeć.

Kinga Żukowska
(kinga.zukowska@dlalejdis.pl)

Alvin Schwartz, „Więcej upiornych opowieści po zmroku”, Zysk i S-ka, Poznań, 2019.



Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat