„Wielka księga kanapek” – recenzja

Recenzja książki „Wielka księga kanapek”.
Oda do majonezu i kreatywności.

Jakie jest największe osiągnięcie ludzkości? Wynalezienie pisma? Koła? Komputera? Nie! Zdaniem autorów recenzowanej dziś pozycji chodzi o kanapkę.

Teoretycznie nikt nie wie, kiedy postała pierwsza kanapka. Można spokojnie założyć, że już w starożytności wkładano dodatki miedzy kawałki pieczywa. Niemniej, w Wielkiej Brytanii za jej twórcę uważa się Johna Montagu 4. hrabiego Sandwich żyjącego w XVIII wieku. Ów hrabia po wielogodzinnym (w jednym ze źródeł dwudziestoczterogodzinnym!) siedzeniu przy stole karcianym zgłodniał i poprosił służącego, aby ten przyniósł mu mięso włożone w kromki chleba tak, aby mógł zjeść posiłek jedną ręką. Jego towarzysze poprosili o „to samo, co Sandwich” i z czasem słowo zamieniło się w nazwę własną, stając praktycznie jedynym życiowym osiągnięciem angielskiego arystokraty.

Jakieś 250 lat później Max Halley otworzył swoją londyńską kanapkarnię, odnosząc sukces w kreatywnym łączeniu pozornie niepasujących do siebie składników. Każdy sandwicz ma zawierać, coś co jest zimne, chrupiące, miękkie, słodkie, kwaśne i gorące i voilà, mamy do czynienia z kanapką idealną. Po kilku latach rozwijania biznesu Halley we współpracy z Benem Bentonem (kucharzem, pisarzem i konsultantem ds. restauracji) postanowił stworzyć książkę z przepisami, a teraz „Max’s Sandwich Book: The Ultimate Guide to Creating Perfection Between Two Slices of Bread” doczekało się polskiego tłumaczenia.

Książka jest bardzo estetycznie wydana, co jest już w zasadzie niepisaną normą w przypadku pozycji kulinarnych. Tym, co wyróżnia „Wielką księgę kanapek” na tle konkurencji jest fakt, iż oprócz apetycznych kolorowych zdjęć zawiera sporo uroczych, stylizowanych na odręczne szkice rysunków, czego zapowiedź mamy już na miodowej okładce ze schematem budowy sandwicza. Muszę przyznać, że otwierając książkę, byłam nieco zdziwiona. Zaraz po stronie tytułowej i dedykacji mamy obok siebie dwie strony, które wyglądają jak strony rozpoczynające rozdziały, ale po nich znów mamy spis treści, więc można odnieść prawdopodobnie mylne wrażenie, że coś poszło nie tak przy składzie.

Z kwestii technicznych mam również zastrzeżenie do przypisów, które znajdują się na samym końcu, chociaż z powodzeniem informacje te można zamieścić na dole na tej samej stronie, czy nawet obok w nawiasie. Dla przykładu: w niektórych przepisach pojawia się „chleb typu Mother’s Pride”. Nic mi to nie mówi, Matka Brytyjka może być dumna ze wszystkiego. Grzecznie kartkuję więc na koniec tylko po to, aby dowiedzieć się, że chodzi o najzwyklejszy chleb tostowy.

W ogóle powiedziałabym, że książka jest bardzo brytyjska, zarówno pod względem dostępności składników, jak i dodatków w postaci cytatów i piosenek. Ich tłumaczenie chyba jednak nie do końca oddaje brytyjski humor i puenty. Nie jest to bynajmniej zarzut do tłumaczki, zakładam, że zostawienie ich w oryginale nie wchodziło w grę. Po prostu wydaje mi się, że w języku angielskim można powiedzieć więcej i dosadniej bez ryzyka, że zostanie się źle zrozumianym.

Mimo wyżej wymienionych walor edukacyjny „Wielkiej księgi kanapek” jest niepodważalny. Książka dostarcza nam zarówno przepisów na kanapki, które są serwowane w kanapkarni Maxa, jak i pomysłów na dodatki, z których sami możemy tworzyć własne autorskie kompozycje. Do dzieła!

Izabela Fidut
(izabela.fidut@dlalejdis.pl)

„Wielka księga kanapek”, Max Halley, Ben Benton, Wydawnictwo Buchmann, Warszawa, 2024r.



Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat