„Więź” - recenzja

Recenzja książki „Więź”.
„Cała reszta była tylko kwestią czasu”

- Ja ją znam – przywitał mnie mój uczeń, gdy któregoś dnia weszłam z książką na zajęcia.
- To niemożliwe, to polska pisarka, o ile wiem – jeszcze nie była tłumaczona.
- Nie, nie, ja ją znam. Ona tu pracuje.

Ten trochę zaskakujący wstęp jest idealnym wprowadzeniem do recenzji książki, która mnie zaskakiwała kilka razy. Co prawda zajęcia w tej konkretnej firmie mam dwa razy w tygodniu, ale jeszcze nie udało mi się jej spotkać. A chciałabym jej tyle powiedzieć, tyle bowiem dziwnych myśli pojawiło się w mojej głowie, gdy czytałam pierwszy tom napisanej przez nią trylogii.

Sama historia zaczyna się dość nietypowo - młoda kobieta, studentka z Warszawy, postanawia coś odkryć w dalekich Bieszczadach w środku lasu. Problem polega na tym, że Alicja dokonuje swojego odkrycia na środku jeziora skutego lodem i tylko przypadkowa obecność Wiktora ratuje ją przed niechybną śmiercią w mroźnych odmętach. Uratowana kobieta dochodzi do siebie, ale dokonuje kilku zmian w życiu mężczyzny, zupełnie nieświadomie. Tworząca się między nimi więź dość szybko będzie skazana na zmierzenie się z mroczną rzeczywistością i tajemnicami. Bo każde z nich kryje w sobie tajemnicę – ona jest wiedźmą, on – berserkerem. Ona czyni dobro, on wpada w szał, w czasie którego nie do końca jest sobą, a z pewnością nie zawsze panuje nad swoim zachowaniem.

W zasadzie tyle musi wystarczyć za przybliżenie fabuły pierwszej części wciągającej historii, w której współczesność przeplata się z nie do końca oczywistym światem pierwotnych, słowiańskich i nordyckich, wierzeń i zwyczajów. Tym, co mnie urzekło, były oczywiste nawiązania do wierzeń, które zapominamy, mimo że w jakimś sensie to nasze dziedzictwo. Autorce udało się pokazać je jako część dość otaczającego nas świata, w którym do czarów można wykorzystać niemal wszystko, natomiast coś, co wieki temu uznane byłoby za przejaw męstwa, obecnie mogłoby być zdiagnozowane jako ADHD.

Odległy świat bieszczadzkiej prowincji i stolicy Polski łączy nie tylko wiedza tajemna. Połączy je także uczucie dwojga ludzi, którzy nie do końca będą świadomi własnych wyborów. Równie ciekawy jest wątek tajemniczego jeziora, o którym niewiele wiadomo. Najwięcej faktów na jego temat zna emerytowany proboszcz, co tym bardziej podkreśla oryginalność miejsca i dostęp do wiedzy na jego temat. To właśnie jezioro jest swoistym pretekstem do tego, aby akcja mogła się dynamicznie rozwijać.

Książkę niemal pochłonęłam, nie robiąc specjalnie przerwy ani w trakcie jej czytania, ani po zakończeniu, gdy mechanicznie sięgnęłam po kolejny tom historii sióstr Olszańskich. Bo Alicja ma jeszcze dwie siostry, które potrafią całkiem nieźle namieszać, a Wiktor ma znajomych, którzy są w podobnej sytuacji. „Więź” jest idealnym wstępem, aby zaprzyjaźnić się z Anną Lewicką jako pisarką i aby niecierpliwie czekać na kolejne książki.

Agnieszka Pogorzelska
(agnieszka.pogorzelska@dlalejdis.pl)

Anna Lewicka, „Więź”, Wydawnictwo Jaguar, Warszawa 2019



Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat