„Wilcza chata” - recenzja

Recenzja książki „Wilcza chata”.
Bieszczady. Pusty szlak górski. Odcięta od świata wilcza chata i zamaskowany napastnik. Czy ofiara zdąży uciec przed śmiercią?

Wszystko zaczyna się od zwykłego wyjścia w góry. Agata rozpoczyna swój trening biegowy, ubiera się lekko, bo przecież za chwilę ma wrócić do swojego hotelu. Zostaje zaatakowana przez nieznanego sprawcę. Udaje jej się uciec i ledwo uchodzi z życiem. Budzi się w chacie nieznajomego, który przedstawia się jako Piotr. Szybko okazuje się, że jest znanym polskim autorem kryminałów, który zaszył się w „Wilczej chacie” po wypadku swojej rodziny. Kilka lat temu stracił żonę i syna na Mazurach. Te dramatyczne okoliczności zmusiły go do zmiany życia.

Nieobecność Agaty zauważa właścicielka pensjonatu i zgłasza jej zaginięcie. Akcję poszukiwawczą prowadzi policjant, który nigdy nie użył swojej broni służbowej. Jednocześnie analizuje wszystkie zaginięcia w ich części Bieszczad. Próbuje powiązać te wydarzenia z tajemniczym chłopakiem o „bladej twarzy”.

Michał Śmielak przenosi nas do dusznego i zapomnianego świata w samym sercu Bieszczad. Historia ma ograniczoną przestrzeń, przemieszczamy się przez górskie szczyty, przez chatę tajemniczego Piotra i schroniska. Wbrew pozorom zamknięcie przestrzeni nie sprawia, że opowieść jest mniej ciekawa. Zabieg umieszczenia pisarza jako bohatera książki to próba przemycenia realiów życia autora. To chyba oko puszczone w stronę czytelnika. Największym plusem jest zdecydowanie osadzenie historii w miejscowym kolorycie Bieszczad. Otoczenie, cisza i spokój szczytów górskich to wdzięczne tło do ucieczki przed zabójcą.

Trzeba przyznać, że motyw zabójcy w górach, nie jest niczym nowym i ostatnio dość często wykorzystywanym. Dla mnie to jednak nie ma znaczenia, bo mimo tła, każda historia jest przecież inna. Z kolei motyw krytykowania warszawiaków i ich sposobu przygotowywania do wyprawy w góry jest niepotrzebnie po raz kolejny odgrzewany, ale może ma to jakiś sens dla całości. Zastrzeżenia może budzić również korekta tekstu i mnóstwo literówek.

Mimo tego Wydawnictwo Skarpa Warszawska podaje nam na deser bardzo zgrabny dreszczowiec. Akcja jest budowana powoli, kolejne wydarzenia dzieją się w swoim czasie, jest wyczuwalne napięcie i oczekiwanie na dalszy ciąg. Michał Śmielak konsekwentnie buduje historię zawierającą zwroty akcji i suspens, który odpowiada na wszystkie pytania. Bohaterowie są również pełnokrwiści, autentyczni, mają swoje racje i jasne motywy postępowania. Pozycja lekka na letnie wieczory dla fanów delikatnego dreszczyku.

Sylwia Wasin
(sylwia.wasin@dlalejdis.pl)

Michał Śmielak, „Wilcza chata”, Skarpa Warszawska, Warszawa 2024.



Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat