„Wilcze lato”- recenzja

Recenzja książki „Wilcze lato”.
Hans Rosenfeldt rezygnuje z duetu z Michaelem Hjorthem i tworzy mroczny skandynawski kryminał z mocną postacią kobiecą.

Skandynawskie kryminały są w ostatnim czasie najbardziej popularnymi opowieściami o zbrodni. Są również najlepszym pomysłem na dopełnienie wakacji. Idealnie wpisują się w schemat łączenia przeciwności.

Wielbiciele kryminałów doceniają odsłanianie tajemnic „nie do rozwiązania” a także sekwencję niepokojących zdarzeń. „Wilcze lato” rezygnuje z wizerunku detektywa w eleganckim meloniku i wprowadza nowego bohatera – detektywa z problemami. Zwrot w stronę skandynawskiego kryminału pokazuje świat depresyjnych, często pogrążonych we własnych demonach detektywów. Do tej definicji gatunku Hans Rosenfeldt dodaje postać kobiecą. Po Lizabeth Salander czy Erice Falck z „Milennium” przychodzi czas na Hannah Wester z „Wilczego lata”.

Nie jest to pani detektyw, która występuje jako pomocnica podrzucająca pomysły na rozwiązanie zagadki. Pracuje w niewielkim miasteczku Haparanda, które znajduje się przy granicy z Finlandią. Na co dzień rozwiązuje sprawy kradzieży czy przemytu narkotyków. Przeżywa kryzys wieku średniego, a jej małżeństwo również nie jest idealne. Hans Rosenfeldt tak skonstruował postać pani detektyw, by pokazać wszystkie załamania charakteru i uwydatnić wady. Dzięki temu stworzył jej pełnokrwisty obraz. I tu definicja silnej kobiety idealnie wpisuje się w opis nordic noir (skandynawskiego oraz nordyckiego nurtu powieści kryminalnych).

Miasteczko jest spokojne i senne, policjanci nie mają wiele pracy, a w okolicy jest niewielka przestępczość. I w pewnym momencie przemyt narkotyków rośnie do ogromnej skali, a w sprawę zostają zamieszani okoliczni mieszkańcy. Dodatkowo w naturalnym świecie zwierząt pojawia się ingerencja człowieka. Wilki pojawiające się w miejscowych lasach zostają otrute. Może nie byłoby w tym nic szczególnie dziwnego, gdyby nie fakt znalezienia ludzkich zwłok w ich trzewiach.

Rosenfeldt w „Wilczym lecie” umiejętnie łączy kilka sprzecznych spraw. Wprowadza wartki bieg akcji dotyczącej pogoni za mordercą. Ciągle podkręca tempo opowieści podrzucając kolejne elementy układanki. Ten bardzo brutalny świat morderstwa jest skontrastowany ze spokojnym otoczeniem wyludnionego miasta w odległej Skandynawii. Mieszkańcy są otoczeni pięknem lasów i natury, ale z drugiej strony są jednocześnie odcięci od reszty świata. Często ten spokój wpędza ich w marazm, poczucie, że nie są w stanie nic zmienić. Dzięki temu samo miasteczko jest drugim bohaterem, o którym tak chętnie czytamy. By nie było tak kolorowo, należy przyznać, że do tego surowego klimatu nordic noir, należy przywyknąć, dlatego początek powieści może być trudny i wymagać od czytelnika zdyscyplinowania. Przy wielkim wysypie kryminałów, „Wilcze lato” nie błyszczy, ale zostawia swój ślad , tak, że nawet obecność na słonecznych wakacjach nie przeszkadza na czytelniczą podróż do chłodnej Norwegii.

Sylwia Wasin
(sylwia.wasin@dlalejdis.pl)

Hans Rosenfeldt, „Wilcze lato”, Wydawnictwo Czarna Owca, Warszawa, 2022.



Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat