Drogie, szyte na miarę garnitury, rozrywki, o których zwykły śmiertelnik mógłby tylko pomarzyć i cały ten blichtr prawdziwego bogactwa. Nie jest to opowieść o jednej z hollywoodzkich gwiazdek, to historia Jordana Belforta, człowieka, który igrał z FBI.
Prawdziwy amerykański sen i kariera od pucybuta do milionera uczyniła z Jordana osobę znaną w Stanach. Znaną i… podziwianą. Choć zdecydowanie nie był on grzecznym chłopcem, nie stronił od alkoholu, narkotyków, hulaszczego trybu życia, imponował wielu, którzy rozpoczynali swoją przygodę z giełdą i pragnęli stać się tacy sami, jak on.
„Wilka z Wall Street” nazwałabym prawdziwie męską, mocną książką. Aż roi się w niej od przekleństw, wulgaryzmów, prostactwa i chamstwa, a jednak przebija się w niej coś jeszcze – niebywała inteligencja głównego bohatera. A to sprawia, że zamiast gardzić kimś, kto drwił z wymiaru sprawiedliwości i robił tylko to, na co miał ochotę, po prostu się go lubi.
Świat „Wilka” to przede wszystkim świat pięknych kobiet, pieniędzy, przepychu i alkoholu lejącego się strumieniami. To świat, który oburza i przyciąga, działa destrukcyjnie i fascynuje. Jordan Belfort jawi się jako broker, który ma u stóp cały świat, który może spełnić każdą swoja zachciankę jednym kiwnięciem palca. I czyni to, bez żadnych zahamowań, wyrzutów sumienia, bez oglądania się za siebie. I na tym polega jego przekleństwo – stara prawda, że pieniądze szczęścia nie dają, to chyba najtrafniejsze podsumowanie kariery Belforta.
„Wilk z Wall Street” szokuje i wywołuje niezwykle silne emocje u czytelnika. Szczerość i dbałość o szczegóły, z jaką narrator opisuje poszczególne zdarzenia przyprawiają nie tylko o rumieniec, właściwie płonie się ze wstydu za bohatera. A Jordan z każdą kolejną stroną wytrwale podsyca ten ogień, dając czytelnikowi do ręki cały arsenał broni przeciwko sobie. Ktoś mógłby zapytać – czy w takim wypadku nie byłoby najlepiej po prostu przerwać lekturę i już nigdy do niej nie wracać? Jest to jednak niewykonalne. Kto raz został wciągnięty w świat Wilka, zasmakował jego życia, otoczył się jego bogactwem i został nakarmiony nikczemnościami, skandalami i słabościami bogaczy, nie pozbawi się tego tak po prostu.
„Wilk z Wall Street” jest jak narkotyk. Gwarantuje przypływ adrenaliny. Dlatego też, z całą pewnością, znajdzie wiernych fanów w męskiej części czytelników. Czy to oznacza, że kobiety powinny zrezygnować z tej lektury? Absolutnie nie! Czyta się ją bardzo szybko (jeśli tylko stłumimy odruch pochylania się i wzdychania nad każdym brzydkim słowem), wręcz się ją pochłania. Autor z ironią i humorem komentuje swoja drogę na szczyt i bolesny z niego upadek. A wierny czytelnik pozostaje z bohaterem do samego końca…
Agata Podgajska
(agata.podgajska@dlalejdis.pl)
Jordan Belfort, „Wilk z Wall Street”, Warszawa, Świat Książki, 2014
Komentarze